ścieżka do tekstu:

Dzięki ojcu joga trafiła do szkół. Anna Romanowska wspomina ojca, prof. Wiesława Romanowskiego

  • czwartek, 11 stycznia 2018
  • autor: Beata Zatońska
Praktyka jogi zaczęła rozwijać się w Polsce w latach siedemdziesiątych. Wśród jej pionierów był fizjolog prof. Wiesław Romanowski. Pod jego redakcją ukazała się w 1973 r. książka pt. „Teoria i metodyka ćwiczeń relaksowo-koncentrujących”, która stała się dla wielu polskich nauczycieli jogi swego rodzaju biblią. Czytelnik dostał przegląd wschodnich systemów wychowania psychofizycznego w świetle współczesnych koncepcji fizjologicznych i biofizycznych, uczył się, jak się odżywiać oraz poznawał ćwiczenia pozwalające się zrelaksować. Instrukcje, jak wykonywać asany, opatrzone były zdjęciami. Jeden z rozdziałów poświęcony jest „ogólnoregeneracyjnym i ogólnousprawniającym ćwiczeniom relaksowo-koncentrującym wzorowanym na jodze i zen”. O ojcu opowiada pani Anna Romanowska, masażystka, praktyk jogi, terapeutka, wegetarianka.  
W wyżej wymienionej książce czytelnik dostał przegląd wschodnich systemów wychowania psychofizycznego w świetle współczesnych koncepcji fizjologicznych i biofizycznych, uczył się, jak się odżywiać oraz poznawał ćwiczenia pozwalające się zrelaksować. Instrukcje, jak wykonywać asany, opatrzone były zdjęciami. Jeden z rozdziałów poświęcony jest „ogólnoregeneracyjnym i ogólnousprawniającym ćwiczeniom relaksowo-koncentrującym wzorowanym na jodze i zen”. O ojcu opowiada pani Anna Romanowska, masażystka, praktyk jogi, terapeutka, wegetarianka.  
Jak doszło do tego, że pani ojciec, prof. Wiesław Romanowski, zainteresował się na początku lat siedemdziesiątych XX wieku jogą? To nie był wtedy temat popularny w Polsce, zwłaszcza w kontekście naukowym. Efektem badań, które prowadził ze swoim zespołem, była wydana w 1973 r. książka pt. „Teoria i metodyka ćwiczeń relaksowo-koncentrujących”.
Ojciec był kierownikiem Zakładu Fizjologii Instytutu Nauk Biologicznych AWF w Warszawie. Nie praktykował jogi, ale w pracy akademickiej zgłębiał ją od strony teoretycznej i fizjologicznej. Pracował ze studentami i na nich wykonywał badania, jak asany wpływają na układy wewnętrzne człowieka. Na jogę zwrócił ojcu uwagę pan mgr Tadeusz Pasek z Poznania, jego doktorant i asystent. Przyjeżdżał do Warszawy i pracowali wspólnie. Spędzał u nas w domu wiele czasu. Często przychodził na obiad i zostawał do wieczora. To było jak spotkanie dwóch różnych światów. Pamiętam, jak rozmawiali ze sobą godzinami w gabinecie ojca, a pan Tadeusz wtedy często stawał na głowie.
Bardzo mnie to interesowało, chętnie słuchałam dyskusji, opowieści o Indiach, jodze, o wszystkim, co z tym związane. Ojciec prowadził badania na sportowcach, sprawdzał, jak funkcjonuje serce, układy wewnętrzne, system nerwowy. Dużo czytał na temat jogi, były to m.in. książki, które pan Tadeusz przysyłał z Indii, dokąd jeździł pogłębiać praktykę. W „Teorii i metodyce ćwiczeń relaksowo-koncentrujących” są np. odniesienia do „Jogasutr” Patańdźalego, tak samo jak do najnowszych w tamtym czasie badań medycznych. W Polsce był to kompletne nieznany temat. Propagacją jogi i praktyczną stroną praktyki zajmował się pan Tadeusz Pasek.
Prof. Wiesław Romanowski (fot. archiwum prywatne Anny Romanowskiej)
 
Czyli jogą i związaną z nią filozofią nasiąkła pani od dziecka?
W domu jogiczna atmosfera panowała przez co najmniej dwa lata przed wydaniem książki. Ojciec pochłaniał mnóstwo lektur na ten temat. Byłam osobą dość dojrzałą jak na swój wiek, dużo czytałam, korzystałam z biblioteki ojca, przysłuchiwałam się jego dyskusjom z Tadeuszem Paskiem. I rzeczywiście zaczęłam praktykować jogę, gdy miałam 12 lat. Ćwiczyłam, zamiast jeść kolację. Przeczytałam też książkę ojca, choć jeszcze wtedy bez pełnego zrozumienia.
Nie udało się niestety pani ojcu zobaczyć, jak bardzo potrzebna i chętnie czytana przez tzw. zwykłych ludzi była „Teoria i metodyka ćwiczeń relaksowo-koncentrujących”.
Ojciec zmarł 28 października 1973 r. Miał 60 lat. W tym samym roku ukazała się jego książka. Pierwszy nakład rozszedł się natychmiast. Było olbrzymie zapotrzebowanie na takie publikacje. Ludzie na jej podstawie praktykowali jogę, patrzyli na zdjęcia i opisy, uczyli się asan i terminologii. Obserwowałam potem rozwój jogi w Polsce i wiem, jak ważne były badania ojca, które opisał w książce. To było tak, jakby w ciemności ktoś rzucił snop światła. W podobnym czasie wyszła książka Maliny Michalskiej „Hatha joga dla wszystkich”, ale nie była to praca naukowa. Po śmierci ojca było jeszcze kilka wydań, a mama niefortunnie zrzekła się praw do książki, przekazała je redakcji. Kolejne publikacje ukazywały się już pod redakcją prof. Stanisława Grochmala z Krakowa.
Adepci AWF nie dość, że sami ćwiczyli, to jeszcze wprowadzali asany na lekcjach wf.
Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że dzięki ojcu joga trafiła do szkół. Chciał, by zreformowano program wychowania fizycznego, a podstawą miały być właśnie ćwiczenia relaksacyjno-koncentrujące. Propagował ideę regularnych ćwiczeń fizycznych i odpowiedniego relaksu ciała i umysłu. Interesował go też wpływ pranajamy na organizm. Wiele elementów praktyki asan weszło też do rehabilitacji kręgosłupa. Gdy asany pojawiały się na lekcjach w moim liceum, nauczycielka mówiła do mnie: „Romanowska, ty najlepiej ze wszystkich robisz świecę”.
W tamtych czasach jogi nie traktowano poważnie. Podziw budzi więc to, że pani ojciec wziął ją pod uwagę w swoich pracach medycznych.
Mój ojciec był nie tylko lekarzem, ale też filozofem, humanistą. Swobodnie czytał w trzech językach. Miał ogromną bibliotekę, był bardzo otwarty. Był katolikiem, ale zgłębiał też m.in. zen, „Bhagavad-gitę”, prace Konfucjusza. Postrzegał człowieka w ujęciu holistycznym, nie tylko przez fizjologię, ale również poprzez jego psychikę i duchowość. Był niezwykle łagodny i wrażliwy, bardzo moralny. Kierował się nie tylko etyką lekarską, etyka była po prostu jego życiem. j
Ojciec zgłębiał nie tylko fizjologię, ale i filozofię jogi. Zapominamy często, że jest osiem członów jogi, a asany – które najczęściej są praktykowane – to jeden z nich. Doskonale sobie z tym poradził, choć w naszej nauce nie było w tej materii ścieżek. Joga jest potężną gałęzią wiedzy i naukowo blisko jej do fizyki kwantowej.
Prof. Wiesław Romanowski (fot. archiwum prywatne Anny Romanowskiej)
Czy cenzura ingerowała w treść „Teorii i metodyce ćwiczeń relaksowo-koncentrujących”?
Oczywiście, inaczej być nie mogło. Na szczęście cenzura nie sięgnęła głęboko. Z tytułu usunięto słowo „joga”. Dlatego pojawiło się pojęcie „ćwiczenia relaksowo-koncentrujące”, które moim zdaniem idealnie oddaje ducha jogi. Pamiętam wielką radość w domu, gdy ojciec wymyślił nowy tytuł. Wykrzyknął wtedy „eureka”, a pan Tadeusz mu wtórował. W tekście książki na szczęście słowo „joga” cenzorom nie przeszkadzało. Usunięto natomiast fragment, który mówił, że w Polsce po wojnie rośnie alkoholizm. Na uczelni nikt nie ingerował w badania ojca. Był zresztą dość małomówny, powściągliwy i skromny. Miał też za sobą piękną kartę patriotyczną, walczył na początku II wojny światowej we Lwowie. W czasie powstania warszawskiego był lekarzem. Dostał się do obozu w Pruszkowie. Uciekł stamtąd i był lekarzem oddziału AK w Piotrkowie do lutego 1945.
Z powodu pracy naukowej ojciec wyjeżdżał na Zachód, najczęściej do Szwajcarii na sympozja naukowe. Oczywiście obserwowało go UB. Czepiali się, że może mieć kontakty szpiegowskie. Pamiętamy, co UB robiło z ludźmi. Wykończono przecież np. Leona Cyborana, słynnego propagatora filozofii indyjskiej w Polsce. To były takie czasy. Reżim komunistyczny trzymał kraj w stanie otępienia, w wielkim zamknięciu na Zachód. Na ojca nie znaleziono żadnych haków. Miał stałą trasę – dom, uczelnia, dom, sklep.
Pani ojciec dochodził w swojej pracy do nowatorskich wniosków.
Ojciec bardzo wnikliwie badał system nerwowy, wpływ praktyki asan i medytacji na układ współczulny i przywspółczulny. Pracował niezwykle kompleksowo. Obserwował, jak skrajne może być odbieranie rzeczywistości przez człowieka, który jest poddawany bodźcom drażniącym układ sympatyczny i parasympatyczny. Można to przenieść na moralność, czyli na rozważania nad etyką. Odkrywał, że joga jest dążeniem do zrównoważenia systemów układu nerwowego. Ciekawił go też czynnik nauce nieznany - duchowość, Bóg. W jodzie raczej mówimy o Jaźni jako czynniku, który oddziałuje na system nerwowy i na możliwość osiągnięcia równowagi. Opracowuję teraz nieopublikowane notatki ojca, gdzie zapisywał swoje odkrycia dotyczące rytmu serca, oddechu. Przygotował bardzo oryginalną koncepcję rytmów biologicznych. Widział w treningu relaksacyjnym sposób na „wyciszanie” nadmiernego pobudzenia emocjonalnego, któremu zawsze towarzyszy zespół objawów podrażnienia autonomicznego układu nerwowego. Na podstawie obserwacji układów wewnętrznych filozoficznie dochodził do aspektów, o których mówi joga, o przestrzeni między wdechem i wydechem, gdzie szukamy medytacji. Jest więc nadal moim nauczycielem.
Kontynuuje pani, w pewnym sensie, pracę ojca. Jest pani joginką, zajmuje się masażem, terapią, ziołolecznictwem.
Kim jest jogin? To osoba, która jest w pełni zrealizowana, przeszła przez osiem członów jogi i doszła do samadhi. Tak naprawdę wszyscy pozostajemy zaledwie adeptami jogi. Ojciec nauczył mnie ogromnej wrażliwości i delikatności. Pokazał, czym jest miłość do dziecka. Przejęłam to od niego i w tym samym duchu wychowałam córkę i wnuczkę. Obie praktykują jogę, są wegetariankami. Uważam, że dziedziczymy geny po naszych przodkach. Zbadałam nasze drzewo genealogiczne i znalazłam tam wielu lekarzy. Każdemu polecam wejrzenie w dzieje swojej rodziny, przyjrzenie się przodkom. To wiele daje i wiele tłumaczy.
 
 
 
Opublikuj na:

data wydruku: wtorek, 17 września 2019 roku 06:11:00
adres dokumentu: http://www.joga-joga.pl//index.php?LANG=pl&page_ID=128&art_ID=2519