Dołącz do nas na
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA


Makary Sieradzki – jogin niezłomny. Część pierwsza – wojna i więzienie

  • wtorek, 6 września 2016
  • autor: Beata Zatońska
Makary Sieradzki (1 stycznia 1900 – 22 grudnia 1992) człowiek niezłomny, jogin, bohater. Jedno życie, ale tak bogate, że można jego wątkami obdzielić wielu ludzi. Jogini i miłośnicy naturalnych metod dbania o zdrowie mogli mieć w rękach książkę Sieradzkiego „Życie bez chorób”, w której podaje swoja wykładnię życia zdrowego pod względem fizycznym i duchowym. Bowiem dla Makarego Sieradzkiego czystość ciała, wzmocnionego odpowiednimi ćwiczeniami – w jego przypadku jogą – oraz wegańskim jedzeniem, prowadziła do czystości umysłowej i duchowej. Wierzył w to głęboko. Był świadectwem, jak dobroczynna jest droga życia, którą wybrał. Zginął w wypadku, gdy miał 92 lata i jak wspomina jego wnuk, Jakub Sieradzki, był w fantastycznej formie, uwielbiał spacerować, nadal ćwiczył jogę.

Zanim jednak został Sieradzki joginem, był zaangażowany w walkę o niepodległość Polski. Żołnierz AK, powstaniec warszawski, współpracownik legendarnego już rotmistrza Witolda Pileckiego, Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. W stalinowskim więzieniu spędził dziewięć lat, oskarżony w procesie Pileckiego i jego współpracowników, zwanych wtedy „szpiegowską kliką Andersa”, o zdradę ojczyzny. Nigdy w moim życiu nie zajmowałem się szpiegostwem i nikomu nie pomagałem w tym procederze. Całe moje życie, świat moich zainteresowań dzielą od tego rodzaju funkcji odległości astronomiczne. O ile mi wiadomo, nikt z całej grupy nie zajmował się szpiegostwem stricte sensu – napisał Sieradzki we wstępie do „Życia bez chorób”. Pileckiego w tym procesie skazano na śmierć, Sieradzkiego – na dożywocie. Z celi wyszedł w 1956 r. jako człowiek bardzo chory, lekarze dawali mu niewiele czasu. Wtedy wziął sprawy w swoje ręce i… w dobrym zdrowiu dożył dziewięćdziesiątki.

 

 makary
Jakub Sieradzki, wnuk Makarego, wspomina, że jego dziadek był człowiekiem mało wylewnym, niechętnie opowiadał o swojej przeszłości, a wspomnienia przychodziły najczęściej podczas wędrówek po Warszawie. – Pokazał mi np. dom, gdzie miała posterunek służba ochrony Powstania Warszawskiego, w której służył. Dziadek był abstynentem, bardzo radykalnym. Opowiadał mi więc z wielkim triumfem, jak na Powiślu powstańcy wysadzili gorzelnię. Mieściła się tam, gdzie teraz Trasa Łazienkowska schodzi w okolice stadionu Legii. Powstańcy mieli oczywiście zakaz spożywania alkoholu, ale był stale naruszany. Dowództwo nie mogło sobie z tym poradzić, a z kolei nie chciano przerywać produkcji, bo alkohol był wykorzystywany do celów sanitarnych, był też środkiem płatniczym. W pewnym momencie jednak postanowiono, że gorzelnię trzeba zlikwidować. Dziadek dostał rozkaz, by to zrobić. Mówił mi z triumfem o wielkich, kolorowych płomieniach i kłębach dymu – powiedział Jakub Sieradzki.
Kurator, który został żołnierzem
Makary Sieradzki urodził się w Brzezinkach koło Gielniowa 1 stycznia 1900 r., czyli w dniu, gdy rozpoczynał się nowy, XX wiek, który – jak się potem okazało – miał bardzo burzliwy przebieg, a od ludzi, którzy w nim dorastali, wymagał hartu ducha i siły.
Sieradzki po filologii polskiej pracował w warszawskim kuratorium oświaty. Potem było wojsko i wojna z bolszewikami. Od 1920 r. służył w formacjach sanitarnych Wojska Polskiego. Został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. W 1928 r. poślubił nauczycielkę Helenę Sobczyńską. Mieli dwóch synów, Jana i Ignacego. Jan zginął podczas wojny od wybuchu przypadkowego pocisku. Podczas II wojny światowej Makary Sieradzki wstąpił do Tajnej Armii Polskiej. W konspiracji poznał rotmistrza Witolda Pileckiego. Potem, w wyniku przekształceń walczącego podziemia, znalazł się w szeregach Armii Krajowej. Działał pod pseudonimem „Romek Stolarski”.
Rotmistrz, dziadek i babcia byli podczas wojny fikcyjnie zatrudnieni w przedsiębiorstwie produkującym perfumy. Ciekawa sprawa, bo kompletnie się na tym nie znali – jeden zawodowy wojskowy, drugi – przedwojenny kurator oświaty i do tego nauczycielka. Pracowali, jak wyczytałem w aktach IPN, przy sprzedaży perfum. Z tamtych czasów została mojej babci niebywała znajomość kosmetyków – mówi Jakub Sieradzki.
Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata, czyli „zwykła, ludzka przyzwoitość”
Podczas wojny państwo Sieradzcy pomagali prześladowanych przez hitlerowców Żydom. Na stronie sprawiedliwi.org.pl (Muzeum Polin) w artykule poświęconym Żołnierzom Wyklętym jest akapit zatytułowany „Makary Sieradzki – wyklęty i sprawiedliwy”. Brzmi on tak: „Żołnierzem wyklętym” był również Makary Sieradzki, w czasie wojny – razem z Witoldem Pileckim – członek Tajnej Armii Polskiej, a potem Armii Krajowej. Jesienią 1942 r. Makary Sieradzki z żoną Heleną zaopiekowali się wyprowadzoną z warszawskiego getta Klarą Szapiro i jej 7-letnią córką Niną (Inką). Pochodząca z Kraśnika Klara Szapiro nie znała nikogo w Warszawie. Z polecenia znajomych zapukała do mieszkania Sieradzkich, gdzie razem z córką znalazła bezpieczną kryjówkę. 12 lutego 1991 r. Makary i Helena Sieradzcy otrzymali tytuły Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
O ukrywaniu Żydówek w czasie II wojny opowiadała mi trochę babcia. Dla niej to była zwyczajna rzecz, tak zwyczajna jak samo życie. Mówiła, że nie było w tym nic bohaterskiego. Żydów się ukrywało, bo to był odruch normalności. Jeśli ktoś jest w tarapatach, to trzeba mu pomóc, ponieważ taki jest obowiązek porządnego człowieka, nie ważne, że za to groziła śmierć. AK było wysoko zorganizowane i ukrywających się Żydów przerzucano z miejsca na miejsce, gdy tylko pojawiały się jakiekolwiek oznaki, że ktoś coś może podejrzewać. Dziadkowie byli bardzo praworządni, wszystkie swoje traktowali bardzo serio, mieli niewiarygodne poczucie obowiązku. Pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych, gdy trwał akurat strajk nauczycieli, babcia mówiła, że jest to dla niej coś niewyobrażalnego, niepojętego. Jej zdaniem, nauczyciel powinien swoją postawą pokazywać, jak przyzwoicie żyć, a nie formułować żądania – opowiada Jakub Sieradzki.
Powstanie i ponowne spotkanie z rotmistrzem Pileckim
W 1944 r. Sieradzki walczył jako podporucznik w Powstaniu Warszawskim na Powiślu, w batalionie „Tum” zgrupowania „Kryska”. 14 września przepłynął przez Wisłę, na praską stronę, gdzie czekała na niego rodzina. W październiku 1944 r. rozpoczął pracę w Inspektoracie Szkolnym Miasta Warszawy, został radcą i zastępcą naczelnika wydziału. W 1945 r. skontaktował się z nim Witold Pilecki, który powrócił z Włoch, gdzie przebywał po wyzwoleniu go ze stalagu w Murnau.
Rotmistrz Witold Pilecki, gdy wrócił do Polski z Włoch w 1945 r. i zaczął budować swój zespół, w naturalny sposób zgłosił się do dziadków. W ich mieszkaniu w Warszawie, przy Pańskiej 85 było centrum spotkań. Do Sieradzkich przychodziło się po informacje, coś zostawić albo zabrać. Siedziała tam często Maria Szelągowska, coś pisała, organizowała spotkania. Dziadkowie doskonale wiedzieli, co się dzieje i jaka im grozi za to odpowiedzialność. Ludzie wtedy często znikali bez śladu, ale nikt nie kalkulował ryzyka. Wymagała tego zwykła ludzka przyzwoitość, inaczej nie można byłoby spokojnie spojrzeć sobie w oczy – opowiada wnuk Makarego Sieradzkiego.
Aresztowanie i proces grupy Pileckiego
Mieszkanie państwa Sieradzkich na Pańskiej 85 ma dla mnie znaczenie wyjątkowe, bo przebywał tam mój tata. Spędził u nich kilka miesięcy, po tym jak przyjechał do Polski w grudniu 1945 r. Znali się wcześniej z panem Sieradzkim. Potem tata przeprowadził się na ul. Skrzetuskiego na Mokotowie, ale na Pańskiej odbywały się nadal spotkania – mówi Zofia Pilecka, córka rotmistrza Witolda Pileckiego.
Z kolei Helena Sieradzka na lamach „Ziemi Lidzkiej” wspominała: Mieszkaliśmy na ulicy Pańskiej w Warszawie. Jak Pilecki po wojnie wrócił z Włoch od Andersa, to przyszedł do nas. Był pełen entuzjazmu, że sprawa nie jest jeszcze przegrana i zaczęła się robota dla wolnej Polski. „Robota dla wolnej Polski” skończyła się dla jej pracowników, skupionych wokół Witolda Pileckiego, tragicznie.
Pewnego dnia zauważyłam, że naprzeciwko naszych okien, w oknach klatki schodowej, stoją dwaj mężczyźni. Najpierw myślałam, że to pijacy. Ale jak tam tkwili dniami i nocami, upewniłam się, że nasze mieszkanie jest pod obserwacją. Powiedziałam Pileckiemu. Twierdził, że jego ludzie sprawdzili i nikt nas nie obserwuje. Trudno było powiedzieć: Niech pan nie przychodzi, bo się boję. 6 maja wieczorem w naszych drzwiach pojawiło się pięciu mężczyzn. Wyciągnęli legitymację UB i zrobili kocioł. 8 maja wieczorem przyszedł Pilecki. Zawieźli nas na Koszykową do MBP. Skazali mnie na siedem lat, siedziałam w Fordonie – takie słowa Heleny Sieradzkiej przytaczała „Ziemia Lidzka”.
Oskarżeni w procesie grupy Witolda Pileckiego (fot. IPN)
Oskarżeni w procesie grupy Witolda Pileckiego (fot. IPN)
Śledztwo i proces
3 marca 1948 przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie rozpoczął się proces tzw. grupy Witolda. Rotmistrz Pilecki został oskarżony o nielegalne przekroczenie granicy, posługiwanie się fałszywymi dokumentami, brak rejestracji w Rejonowej Komendzie Uzupełnień, nielegalne posiadanie broni palnej, prowadzenie działalności szpiegowskiej na rzecz gen. Andersa oraz przygotowywanie zamachu na grupę dygnitarzy MBP. 15 marca 1948 rotmistrz został skazany na karę śmierci. Prezydent Bolesław Bierut nie zgodził się na ułaskawienie. O wstawiennictwo proszono też ówczesnego premiera Józefa Cyrankiewicza, byłego więźnia KL Auschwitz.
Kwalifikacja przestępstwa – szpiegostwo, oparta na przepisach Dekretu Krajowej Rady Narodowej z dnia 13 czerwca 1946 r. (Dz. Ust. nr 30, poz. 192). Był to głośny pokazowy proces grupy Akowców, obejmujący 8 osób z Witoldem Pileckim jako głównym oskarżonym. Pozostałym i oskarżonymi byli: Maria Szelągowska, Tadeusz Płużański, Witold Różycki, Maksymilian Kaucki, Ryszard Jamontt-Krzywicki, Jan Nowakowski. Proces odbył się w marcu 1948 r., opisany w prasie z licznymi zdjęciami jako proces "szajki szpiegowskiej” – napisał Makary Sieradzki w książce „Życie bez chorób”.
15 marca 1948, po śledztwie i procesie, Witold Pilecki, Maria Szelągowska i Tadeusz Płużański zostali skazani na karę śmierci, z tym, że Szelągowskiej i Płużańskiemu zmieniono wyrok na dożywocie. Makary Sieradzki został skazany na dożywotnie więzienie, Jamontt-Kryzwicki – na 8 lat w więzienia, Witold Różycki – na 15 lat więzienia, a Maksymilian Kaucki – na 15 lat.
Wspomnienie Zofii Pileckiej
 – Dopiero w 1990 r., gdy zdecydowano się na rehabilitację grupy Pileckiego, dostałam pozwolenie na przejrzenie akt sprawy w prokuraturze wojskowej na ul. Koszykowej. Dowiedziałam się, że egzekucja przez rozstrzelanie Witolda Pileckiego odbyła się 25 maja 1948 r. o godz. 21:30 w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Ten dzień i ta godzina zostały dla mnie święte, wtedy oddał ostatnie tchnienie mój ojciec. Od 26 lat chodzę z mężem na ul. Rakowiecką 25 maja o 21.30, palimy znicze, modlimy się. Dołącza do nas wielu ludzi – opowiada Zofia Pilecka.
 – Ksiądz rektor Jan Stępie mówił mi, że pamięta ostatnią drogę mojego ojca. Rozmawiałam z nim w Laskach, niedługo przed jego śmiercią. Możliwe, że nigdy nie znajdę szczątków ojca. Prawdopodobnie ciało mojego taty spalono w kotłowni, gdzie odbyła się egzekucja i nie ma go na Łączce na Powązkach. Chciałabym w końcu kosteczki swojego taty ucałować i złożyć je obok mamy, w Panteonie AK, ale wiem, że może mi się to nie udać. Propaguję pamięć o ojcu. Jest już w Polsce 36 szkół jego imienia. Jeżdżę na spotkania z młodzieżą, opowiadam. Oni za nim szaleją, czasem mówią „nasz Wituś” – powiedziała córka rotmistrza.
Troska o syna
Państwo Sieradzcy trafili więc do więzienia. Ich syn, Ignacy został bez opieki. Dodatkową ciężką udręką , która towarzyszyła mi w ciągu pierwszych sześciu lat pobytu w więzieniu, była świadomość, że żona także siedzi w więzieniu z wyrokiem sześcioletnim, a dziecko, bezdomne, pozostaje pod opieką przyjaciół (mieszkanie zajęły władze bezpieczeństwa), kolegów ze szkoły i z Kuratorium Szkolnego, chociaż władze szkolne (kuratorem był wówczas Teofil Wojeński) zabroniły opiekowania się nim jako dzieckiem przestępców antypaństwowych. Były to czasy powszechnego bezprawia, terroru, grozy i lęku. Toteż z najgłębszą wdzięcznością wspominam tych przyjaciół, dość licznych, którzy mimo zakazu opiekowali się naszym dzieckiem – napisał Makary Sieradzki w swojej książce.
Z kolei ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w artykule z „Gazety Polskiej” (10 listopada 2010) przytoczył list, który Helena Sieradzka napisała do syna z więzienia: Kochany syneczku, sprawia mi radość każdy list od Ciebie, a zwłaszcza taki, w którym dowiaduję się, jak spędzasz czas, jak się uczysz, żeś zdrów, interesujesz się życiem intelektualnym – słowem, jak kształtujesz swoją osobowość. To piękne. Ulegasz jednak pesymizmowi – pisząc, że już nie będzie nam dobrze, nawet gdy się zejdziemy razem. Ignasiu, będzie dobrze, będzie lepiej nawet, wszak zejdziemy się z pewnym doświadczeniem życiowym, bogatsi rozsądkiem, ułożymy sobie ładne spokojne życie – zobaczysz. [...] Wiem, że spadł na Ciebie kłopot wielki i zbyt wcześnie i to jest moim utrapieniem, udręką, żeś był sam w tak młodym wieku, to smutne, że nie da się tego odrobić. Fordon, 20 stycznia 1952.
W wyroku nie było postanowienia o konfiskacie mienia, ale mienie zabrano. Odzyskaliśmy tylko 3 sztuki mebli. Przepadły zbiory biblioteczne, wszystkie dokumenty i pamiątki rodzinne, co stanowi największą niepowetowaną stratę. Wystąpiłem do władz o odszkodowanie, przedstawiając wykaz zabranego mienia oraz jego wartość w łącznej sumie 100 tysięcy złotych. W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych oświadczono mi, że mogę otrzymać tylko 20 tysięcy, a to z braku funduszy w skarbie państwa na ten cel i to pod warunkiem, że zrezygnuję na piśmie z wszelkich pretensji wobec skarbu państwa. Sumę tę przyjąłem zmuszony sytuacją materialną – napisał Makary Sieradzki.
Makary Sieradzki (z archiwum domowego Jakuba Sieradzkiego)
 Makary Sieradzki (z archiwum domowego Jakuba Sieradzkiego, wnuka)
Odszkodowanie na cele społeczne
W cytowanym już artykule ks. Isakiewicz-Zaleski wspomina, że Sieradzkich poznał w 1990 r. W tym czasie otrzymali odszkodowanie za pobyt w więzieniach komunistycznych. Pieniędzy tych jednak nie chcieli spożytkować dla siebie. Jako patrioci pragnęli je przekazać na cel społeczny. Najpierw wybrali Zakład dla Niewidomych w Laskach. Starali się tam zbudować dom rekolekcyjny na tzw. Górze Ojca dla uczczenia pamięci ks. Władysława Korniłowicza, współzałożyciela Lasek, którego znali jeszcze sprzed wojny. Jednak zarząd Zakładu uważał, że nie da się zrealizować tej inwestycji. W związku z tym Sieradzcy przekazali zgromadzone fundusze na budowę nowego domu w Schronisku dla Niepełnosprawnych w Radwanowicach. Później kontaktowaliśmy się ze sobą jeszcze kilkakrotnie, gdyż byli zainteresowani postępem prac – napisał ksiądz.
9 lat i 5 dni w więzieniu
Wyrok dożywocia, po staraniach żony i syna Makarego Sieradzkiego, zmieniono na osiem lat więzienia. Udało się, bo było już po śmierci Stalina i Bieruta, komunistyczny reżim zelżał więc nieco. Siedziałem 9 lat i 5 dni: 7 dni w piwnicy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Koszykowej 6 w żałosnych warunkach higienicznych (zawszenie), rok i pięć miesięcy w więzieniu na Mokotowie, resztę w Więzieniu Karnym we Wronkach, w tym 17 miesięcy w izolatce – tak w liczbach podsumował swoją więzienną gehennę Makary Sieradzki. Pisał o przepełnionych ponad miarę celach, biciu, szykanach, rozpowszechnionych w więzieniu donosach i kapusiach, trzymaniu nagich ludzi przy otwartym oknie przez wiele godzin oraz o tzw. ścieżce zdrowia.
Książka Tomasza à Kempis
W więzieniu ktoś podał mu przesłaną przez syna książkę Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Ten – jak napisał – niezrozumiały gest dobrej woli służb więziennych, bo więźniowie polityczni praw żadnych nie mieli, uratował go od „deformacji psychicznych”. Umiałem ją prawie całą na pamięć. Dzięki tej lekturze, mimo bardzo ciężkich warunków więziennych, miałem takie dni, kiedy czułem się człowiekiem wolnym i szczęśliwym. W jednym z wywiadów córka rotmistrza Pileckiego, Zofia Pilecka wspominała, że ojciec na jednym z ostatnich widzeń z żoną poprosił ją, by kupiła książkę Tomasza à Kempis i codziennie czytała ją dzieciom, Andrzejowi i Zofii właśnie. Bardzo sobie cenię tę książeczkę i przez cały czas ją czytam. Jest to także testament dla mnie – miał powiedzieć rotmistrz Pilecki niedługo przed śmiercią.
Zasadniczy i bezkompromisowy
I jeszcze scena przywołana przez Zofię Pilecką, która z Makarym Sieradzkim spotykała się wielokrotnie. – Wspomnienie jednej z rozmówi jest dla mnie dość bolesne. Pan Makry był człowiekiem bardzo zasadniczym, bezkompromisowym. Wtedy bardzo cierpiałam, nie mogłam znaleźć miejsca, gdzie pochowany jest ojciec. Moja mama długo wierzyła, że on żyje i został wywieziony gdzieś na Syberię albo przenieśli go do innego więzienia. Mówiłam panu Makaremu, że nikt nie chce mi pomóc, nikt nie udostępnia żadnych dokumentów. Starałam się bardzo, m.in. przez Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem. I w kontekście tych poszukiwań wspomniałam o »kontrowersyjnych okolicznościach całej sprawy«. Miałam oczywiście na myśli trudności z dowiedzeniem się czegokolwiek. Kiedy padło słowo »kontrowersje« w kontekście postaci Witolda Pileckiego, pan Makary prawie rzucił się na mnie. Był oburzony, że mogłam coś takiego powiedzieć, bo dla niego Pilecki to jest człowiek święty. Uważał mojego ojca za kogoś wyjątkowego. Od tamtej pory bardzo uważałam bardzo na to, co mówię, żeby nie narazić się na gniew pana Makarego” – powiedziała córka rotmistrza.
Wspomnienie 9-letniego więziennego koszmaru udało mi się całkowicie przezwyciężyć i usunąć ze świadomości. Nie pozostawił on, jak mi się wydaje, żadnych skaz na mojej psychice. Czasu spędzonego w więzieniu nie uważam za stracony. Jego owocem jest przecież m.in. niniejsze opracowanie. Swoista to, jedyna w swoim rodzaju szkoła życia, nieocenione, acz kosztowne studium psychosocjologiczne. Szczególnie przetrwanie w izolatce z obostrzonym rygorem daje mi niejaka satysfakcję – napisał Makary Sieradzki w „Życiu bez chorób”.
 Ilustracja z książki Makarego Sieradzkiego „Życie bez chorób”
Ilustracja z książki Makarego Sieradzkiego „Życie bez chorób
Lekarze nie dawali nadziei
Z więzienia wyszedł w 1956 r. Był w fatalnym stanie, a lekarze twierdzili, że niewiele mogą mu pomóc. Sieradzki w swojej książce wylicza, że stwierdzono u niego: rozdygotany system nerwowy; serce – silna nerwica, arytmia, rozszerzenie aorty, powiększenie lewej komory; nadto na elektrokardiogramie dopisek kulawą polszczyzną: »Cechy podejrzane uszkodzenia mięśnia«. Płuca: rozedma i towarzysząca jej męcząca zadyszka. Zaburzenia krążeniowe: pod- i nadciśnienie, na przemian, stałe zawroty głowy, omdlenia. Jama brzuszna: żołądek – nieżyt, nerki, wątroba — uszkodzenie, niewydolność. Reumatyzm, artretyzm: znaczne usztywnienie stawów kolanowych i barkowych. Lumbago, ischias, bóle w krzyżu. Nogi: dolna część goleni i stopy opuchnięte.
Propozycja lekarzy była jedna, dużo odpoczywać, nie męczyć się, brać leki. Wiele więcej pomóc nie mogli. Wtedy Makary, dzięki pomocy i wsparciu lekarza, który dzielił z nim niedolę więzienną, doktora Brunona Fiałkowskiego, który był irydologiem i fizjoterapeutą i jak wspomina Makary Sieradzki, do medycyny oficjalnej miał stosunek zdecydowanie krytyczny oraz zielarza Błażeja Włodarza. Ten drugi uczył Makarego ziołolecznictwa i służył radą w praktykowaniu wegetarianizmu oraz podkreślał, że według medycyny wschodu nie ma chorób nieuleczalnych. I tak w życiu Makarego Sieradzkiego nastąpił rozbrat z tzw. medycyną tradycyjną, chemicznymi środkami leczniczymi. Postawił na zioła, aktywność fizyczną, w tym m.in. zbawienną dla niego jogę. Wiedzę o leczeniu ciała i duszy pogłębiał przez całe swoje życie. Mnóstwo czytał, a swoje doświadczenia i przemyślenia zawarł w wielokrotnie cytowanej tutaj książce „Życie bez chorób”.
Opublikuj na:
Polecamy:   1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10
Mantry - uzdrawiające wibracje

Podczas śpiewania mantr wzrasta częstotliwość fal alpha i theta, obniża się ciśnienie krwi, zmniejsza się poziom hormonów stresu. Intonowanie mantr relaksuje, uspokaja rytm serca i oddech, a także stymuluje meridiany znajdujące się wewnątrz jamy ustnej. Śpiewajmy zatem - najlepiej w grupie!...

Joga i slow

"Slow" to ostatnio bardzo modne słowo. I nic w tym dziwnego, bo wszyscy mamy już dosyć "fast". Jak przełączyć się na wolniejszy tryb życia i odzyskać czas dla siebie? Okazuje się, że joga może być tutaj bardzo pomocna. ...

Po pierwsze joga, po drugie… przyjaźń

Dwie różne kobiety, dwie silne osobowości, jedna pasja – oto słowa, które najlepiej opisują Paulinę Holtz i Ewelinę Godlewską, autorki książki "Po pierwsze joga", wydanej przez wydawnictwo Publicat. Postanowiliśmy zapytać je o początki i dotychczasowy przebieg ich fascynującej jogowej przygody...

Joga na sztywność barków, część I.

Napięcie kumulujące się w rejonie barków, potrafi często w dotkliwy sposób uprzykrzać życie powodując dyskomfort i obniżając samopoczucie. Na sztywność w tym obszarze ciała narażone są zarówno osoby wykonujące pracę siedzącą jak i fizyczną – obciążającą bezpośrednio tę grupę mięśni....

Wiosenna dieta według ajurwedy.

Wiosną wszystko się zaczyna, odnawia. Wszystko ożywa. Wiosna to aktywność, to wzrost, ekspansja, energia, kreatywność i ekspresja. To czas kiedy należy szczególnie zadbać o swoje ciało. ...

Prekursorka jogi w Polsce - Malina Michalska, tancerka, która pokazała, jak praktykować jogę

Niewielka książka z kolorową okładką pt. "Hatha joga dla wszystkich" pojawiła się w polskich księgarniach w 1972 r. Potem wydawano ją jeszcze dwa razy. Dla wielu osób była objawieniem i dzięki niej zainteresowali się "egzotyczną gimnastyką". Z rozłożoną książeczką, wpatrując się w zdjęcia Maliny Mic...

Życie zgodne z filozofią minimalizmu.

Żyjąc zgodnie z filozofią minimalistyczną uzyskasz więcej wolności, będziesz mieć więcej czasu, znajdziesz miejsce na to, co ważne w twoim życiu, będziesz mieć mniej zmartwień, a więcej przyjemności. Czy to wystarczy, aby cię przekonać, że warto? ...

Co da mi medytacja, czego asana dać nie może…?

Wszyscy czasami doświadczamy cierpienia. Może być ono dosłowne, kiedy doznajesz bólu fizycznego, albo wewnętrzne, kiedy nie radzisz sobie z emocjami, brakiem koncentracji, brakiem życiowej skuteczności, niespełnieniem czy brakiem harmonii w relacjach z innymi. Cierpimy też tęskniąc za czymś co już b...

PRODUKT TYGODNIA: mata do jogi MANDUKA Travel Midnight

Wyjazd zimowy z jogą? Oczywiście. Co jednak zrobić, gdy jogin nie wyobraża sobie ćwiczeń na pożyczonej macie? W takiej sytuacji idealnie sprawdzi się oryginalna mata MANDUKA Travel Midnight....

Na stres ajurweda. Bartosz Bobkowski

Żyjemy dziś w niezwykle stresujących czasach. Wciąż zmagamy się o nasze społeczne i ekonomiczne przetrwanie. Ambicja, presja społeczna, aby być "kimś", aby podkreślać nasz status, aby zdobywać, aby zwyciężać wykańcza nas każdego dnia. Ciało, umysł, serce i duch zostały wystawione na działanie stresu...

  
kalendarium wydarzeń
Poprzednie
Marzec 2017
Następne
PWŚCPSN
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031 
pokaż wszystkie
więcej
pokaż wszystkie
Partnerskie szkoły jogi
  

Partnerzy portalu
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

  
Joga Portal - Pierwszy, ogólnopolski serwis joga-joga.pl - Kraków - Poznań - Wrocław - Trójmiasto - Lublin
Wakacje z joga, wakacyjne kursy jogi oraz wyjazdy organizowane przez szkoły Jogi z całej Polski. Wyszukiwarka szkół jogi: Kraków, Poznań, Wrocław, Trójmiasto, Lublin a także wiele innych miast z całej Polski. Pozycje jogi, joga na DVD, książki o jodze,joga-sklep, forum a także medytacja, ajurweda, kursy rozwoju oraz masaż tajski. Najnowsze wydarzenia, pytania oraz odpoweidzi, wywiady oraz joga w ciąży i joga dla dzieci - Indie i joga w Indiach a także abc jogi i wakacje z jogą podróżowanie po Azji