ścieżka do tekstu:

Moje pierwsze zajęcia jogi. Jana

  • sobota, 22 marca 2014
Publikujemy kolejny tekst z nadesłanych na Konkurs "Moje pierwsze zajęcia jogi". Autorka tekstu została laureatką III miejsca w naszym konkursie. Zapraszamy do lektury;-)
I oto, po latach marzeń, dotarłam do podnóża indyjskich Himalajów, do „prawdziwie indyjskiej” szkoły jogi wg Iyengara. Przed wejściem do budynku z jednej strony popatruje na mnie Patanjali, z drugiej kłaniają się ginące w chmurach szczyty najwyższych gór świata. Niesamowite!
Przejęta i niemal wzruszona, rozpoczynam poranną trzygodzinną sesję jogi, po raz pierwszy w życiu z najprawdziwszym Hindusem – i to nie byle jakim! Stoi przede mą człowiek, który przez długie lata był prawą ręką guru B.K.S. Iyengara, by następnie otworzyć własną szkołę jogi.
To dla mnie bardzo cenne doznanie, joga zupełnie „niesiłowa”, ćwiczona po to, by doświadczyć równowagi. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że do dziś, po prawie dwóch latach, pamiętam, co mówił nauczyciel! Największy nacisk prowadzący kładł na świadomość – świadomość swojego ciała i tego, co z nim robimy. Najważniejsze, według niego, jest nie to, by wykonywać skomplikowane asany czy wyćwiczyć elastyczność. Kluczowa sprawa to balans, równowaga (och, jak bardzo mi tego wtedy brakowało!). Należy wiedzieć, na czym skupiać uwagę, co jest istotne i co daje nam poczucie równowagi – tak w praktyce jogi, jak i w całym życiu. Cała praktyka jogi, zdaniem tego nauczyciela, to właśnie uczenie się skupiania na właściwych rzeczach: jeśli umiesz skoncentrować swą uważność w odpowiednim miejscu w swoim ciele, możesz tę umiejętność przenieść na inne dziedziny swojego życia. Przecież o to właśnie w życiu chodzi, by osiągnąć harmonię, równowagę, a dzięki temu – szczęście. Napięcia i stresy sprawiają, że i ciało nie czuje się dobrze, i dusza cierpi. Ćwicząc jogę chcemy powrócić do naturalnej równowagi, pozbyć się napięć, zbędnego balastu, tego, co nas blokuje. Dzięki temu możemy znowu poczuć się szczęśliwi i cieszyć się życiem.
To, w jaki sposób koncentrować się na właściwych rzeczach, i jakie to przynosi rezultaty, nasz nauczyciel pokazał na bardzo prostym przykładzie. Polecił nam mocno wbijać środek pięt w podłoże, gdy stoimy np. z nogami szeroko rozstawionymi i obserwować, jak ten jeden fakt wpływa na wiele innych czynników. Okazało się, że gdy dopełniamy tego jednego (tzn. pamiętamy o wciskaniu pięt – oczywiście centralnie, nie z lewej ani z prawej strony), automatycznie ustawia nam się odpowiednio miednica, wyciąga w górę klatka piersiowa, a barki opadają (wydłuża się szyja). Pilnując tej jednej jedynej rzeczy, pozbywamy się konieczności pilnowania i korygowania kilku kolejnych, gdyż ustawiają się one same we właściwy sposób – co za odkrycie!!!
Dotąd każdy z moich nauczycieli jogi mówił o każdym elemencie osobno, zapewne po to, by lepiej zobrazować, jak ma wyglądać prawidłowa pozycja, ale żaden nigdy nie unaocznił mi, że jeśli zajmę się podstawą, reszta „przyjdzie sama”!
Co robię dalej z tym odkryciem? Krok po kroku przekładam tę naukę na pozostałe dziedziny życia, ostrożnie i uważnie wybieram podstawę. I cóż? Przestaję się szarpać w korporacyjnej sieci, która - co prawda - pełna jest smacznych przynęt, ale ostatecznie dusi… ;-)
Jana
Opublikuj na:

data wydruku: wtorek, 21 stycznia 2020 roku 13:27:57
adres dokumentu: http://www.joga-joga.pl//index.php?LANG=pl&page_ID=151&art_ID=1618