ścieżka do tekstu:

Moje pierwsze zajęcia jogi. Kasia B.

  • poniedziałek, 10 lutego 2014
Publikujemy szósty tekst z nadesłanych na Konkurs "Moje pierwsze zajęcia jogi". Teksty publikowane będą w kolejności, w jakiej do nas napłynęły i w jakiej ukazywały się na fb. Zapraszamy do lektury;-)
Ból kręgosłupa rozkładał mnie na łopatki. Z czasem stawał się coraz bardziej dokuczliwy. Szukając pomocy trafiłam w ręce terapeuty, który jak się później okazało, zaczął prostować nie tylko mój kręgosłup. Dość konsekwentnie zachęcał mnie do ćwiczeń jogi. Nie robił tego nachalnie, ale systematycznie i stanowczo. Jako doświadczony jogin wiedział jak zachęcić mnie do zaopiekowania się sobą.
Jednak mój wewnętrzny „leniostrach” triumfował. Tłumaczyłam sobie, że przecież w moim mieście nie ma takich zajęć, a poza tym nie znam nikogo, kto by jogę ćwiczył. Jak można iść w nieznane miejsce, do nieznanych osób, bez podpórki w postaci przyjaciółki? Tak samemu?
Inna moja cząstka, popychana bolącym kręgosłupem, kazała mi się jednak rozglądać i pytać. Okazało się, że miałam szczęście.
Koleżanka, która systematycznie trenowała w klubie fitness, któregoś razu oznajmiła mi, że właśnie zaczynają się zajęcia jogi dla początkujących. Natychmiast zaczęłam się wykręcać, że nie mam odpowiedniego stroju, czasu itp. Małgosia, znając mnie, nie wdawała się w zbędną dyskusję. Oznajmiła zdecydowanym głosem, że będzie o wyznaczonej godzinie, a jeśli nie to zaciągnie mnie tam siłą. Nie było dyskusji. Przegrać z Gośką i z samą sobą? Dwie na jedną? Nie ma odwrotu! Poszłam.
Na pierwszych zajęciach nikt mnie nie zjadł ani nie wyrzucił z sali z powodu mojej nadzwyczajnej sprawności fizycznej. Nauczycielka okazała się bardzo miłą, spokojną i ciepłą osobą. Grupa pod względem wiekowym zróżnicowana i mniej więcej podobnie niesprawna.
Lata błędów i wypaczeń obnażyły bezlitośnie wszystkie złe nawyki, a może raczej brak nawyków.
Z otwartością i zaciekawieniem ćwiczyłam i patrzyłam czym się je tę jogę.
Z początku chciałam wykonać każde ćwiczenie jak ambitna prymuska, ale ograniczenia ciała i umysłu oraz mądre słowa nauczycielki, że na zajęciach jogi nie ma potrzeby z nikim się ścigać, skutecznie powściągnęły moje ego. Łagodnym głosem tłumaczyła, żeby wykonywać asany prawidłowo i na miarę swoich możliwości. Poczułam, że mam parę mięśni i ścięgien. To bardzo przyjemne uczucie poczuć własne ciało. Tym bardziej, że o jego istnieniu przypominał mi głównie nachalny, czterdziestoośmioletni kręgosłup.
Pozycja psa z głową w dół sprawiła mi sporą radość, mimo, że ścięgna pod kolanami i nad piętami trzeszcząc i zgrzytając nie chciały nic a nic ustąpić.
Ależ ja byłam, po pierwszych zajęciach, z siebie dumna. Jak to brzmiało – „pies z głową w dół”! A asany? Z tymi tajemniczymi, nie do zapamiętania nazwami! Z dziecięcą radością, wyszłam z zajęć. I coś czułam, że będzie to miłość od pierwszego wejrzenia.
Do pewnego momentu nie chciałam czytać o jodze. Chciałam poczuć działanie jogi nie sugerując się cudzymi doświadczeniami. W końcu przyszedł czas na lektury. Okazało się, że moje odczucia pokrywają się z książkowymi opisami.
W trakcie pierwszych zajęć doświadczałam wzlotów i upadków. Były momenty, kiedy czułam, że robię postępy. Odkryłam, że to jednak prawda, iż ruch może sprawiać radość. Niestety czasami złe podszepty, w trakcie ćwiczeń, kazały mi spojrzeć w lustro. Obraz był żałosny. A to nogi drżały i nie chciały tkwić w pozycji albo były za nisko, a to tułów nie chciał się oderwać od podłogi. Uczyłam się złość zamieniać w cierpliwość. Ciągle czułam jakbym była na swoich pierwszych zajęciach. Nadszedł jednak czas na pierwsze wyjazdowe warsztaty, a potem kolejne. Już się nie obawiałam braku podpórek.
Jestem z Jogą, a to bardzo dobre towarzystwo.
 Kasia B
 
Opublikuj na:

data wydruku: środa, 26 lutego 2020 roku 14:13:21
adres dokumentu: http://www.joga-joga.pl//index.php?LANG=pl&page_ID=151&art_ID=1602