Joga zrujnowała mi życie :-) Max Strom

  • czwartek, 15 października 2009
  • autor: Max Strom
To naprawdę smutna historia. Byłem ambitnym, pnącym się w górę typem człowieka o gorącym temperamencie. I wtedy to się stało. To - słowo składające się z czterech liter: J-O-G-A. Nadeszło to tak, jakby spadło na mnie 10 ton karmy, roztrzaskało w pył moje napompowane wyobrażenie o sobie i rozwaliło mi cały świat, który znałem do tej pory. Istnieje wiele smutnych historii o jodze. Ta jest moja.
Pamiętam jak dziś stare, dobre czasy – hałas żelastwa i stali na siłowni. Podnosiłem dzielnie ciężary, podczas, gdy na sali rozbrzmiewał głos mojego trenera. Lub też siedziałem w miłej restauracji, zatopiony w karcie dań i mogłem wybrać z menu wszystko, czego dusza pragnie. Pamiętam też wszystkie te noce, kiedy do samego rana włóczyłem się z kumplami po zadymionych knajpach, trwoniąc czas i pieniądze. Jak mógłbym zapomnieć o śniadaniach, które zwykle miały miejsce o godzinie 4 rano i zawierały tyle tłuszczu, że ich konsekwencją był bolesny rozstrój żołądka o godzinie 9. Życie jest wystarczająco krótkie – więc ciesz się nim, myślałem.
Tak było kiedyś. Teraz już tak nie jest. Pamiętam dzień, kiedy po raz pierwszy usłyszałem słowa: „używaj swojego oddechu...” Przeszyło mnie to do szpiku kości.
Och, jak bardzo joga zrujnowała mi życie. Początkowo skłaniałem się ku temu, żeby dać tej historii tytuł: „Praktykujesz jogę – stracisz przyjaciół”. Ludzie zaczęli o mnie szeptać po kątach. Uważali, że stałem się dziwaczny i wykrzywiali przy tym twarze.
Jeśli wyznasz swoim kolegom, że joga cię wciąga i że przez to zmieniło się całe twoje życie, musisz liczyć się z tym, że zastrzelisz tym słuchacza na drugim końcu przewodu telefonicznego. Moi przyjaciele instynktownie czuli, jakie konsekwencje pociąga za sobą joga. Zaczyna się od wczesnego chodzenia spać. Nie myślę tu o pierwszej, nie, wcześniej, dużo wcześniej. Czasem nawet już o godzinie 22:00. Potem wstawanie pomiędzy 5:30, a 6:00. Spróbuj z takim rozkładem dnia utrzymać regularne kontakty towarzyskie w dużym mieście. Do tego dochodzi jeszcze gorsze. Zaczynasz dopasowywać swoje nawyki żywieniowe do praktyki jogi. Następnie rozplanowujesz swój dzień wokół jogi i na koniec robisz to z całym swoim życiem.
I żeby udowodnić, że jest się, tak jak wcześniej, całkiem normalnym człowiekiem, dajesz się namówić, żeby iść się pobawić. Szybko wychylasz filiżankę kawy cappucino, którą dopiero co postanowiłeś odstawić, i wciskasz się w swoje najlepsze ciuchy (w których nagle wyglądasz lepiej, niż kiedykolwiek;-).
Jednak z chwilą, gdy przekroczysz próg dyskoteki, czy imprezy twoje uwrażliwione ciało zostanie zaatakowane przez całą armię napięć. Zapanowała wojna. Muzyka, którą zwykle uważałeś za głośną, stała się nagle ogłuszająca. Udaje ci się odnaleźć twoich przyjaciół w chmurach dymu papierosowego, podobnych do gazu musztardowego. Szczypie w nos i w oczy. Dziwisz się, jak mogłeś palić. Ale o czym w ogóle mówią ci ludzie? Co oni mają za myśli? Nagle wyrzucasz z siebie: „Mielibyście coś przeciwko, gdybym już spadał?” Tak samo dobrze mógłbyś powiedzieć: „A tak przy okazji, to niedawno zostałem biegłym rewidentem.” Przyjaciołom opadły szczęki w dół i oczy stanęły w słup. Nagle stałem się dla nich kimś obcym.
Może dadzą ci jeszcze ostatnią szansę. Zadzwonią do ciebie kilka dni później: „Może wyskoczymy razem na obiad.” Ty na to proponujesz wypad do ładnej nowej wegańskiej restauracji. Przyjaciel przerywa: „Proszę, nie mów mi, że jeszcze do tego stałeś się wegetarianinem.” Wybuchła dyskusja. Na koniec mówi: „Ok, zapomnij i umówmy się na kawę.” Odpowiadasz: „Ale ja już nie piję kawy-” trzask na drugim końcu linii – odłożona słuchawka.
Przyzwyczajaj się do tego. Oni tego nigdy nie zrozumieją. Dlaczego też mieliby rozumieć. Duże miasto, kluby, imprezy, szalenie interesujący ludzie. Przyjrzyj się dokładnie temu, z czego rezygnujemy. I dlaczego rezygnujemy? Dla bycia szczęśliwym? Czy zwariowaliśmy? Może jesteśmy tylko kilkoma uzależnionymi – „joga-ćpunami”, którzy tęsknią za następną asaną... następnym przypływem szczęśliwości... za tą godziną spokoju... za odrobiną nieba.
W oczach niektórych cyników joga nie jest niczym więcej, niż kajdanami, które człowiek sam sobie zakłada. Jednak ja jestem świadomy tego, że związałem się z czymś niewypowiedzianym, tylko nie potrafię jeszcze całkowicie ogarnąć tej nowej struktury w moim życiu. Tak czy inaczej, wydaje mi się, że jeśli już raz się w tym jest, to już się w tym zostanie. Nie ma już powrotu. Nie ma dla nas zakładu odwykowego. Nikotyna to „pikuś” w porównaniu z oddechem ujjayi. Naprawdę, powstaje cudowny „nowy porządek rzeczy”.
Daj więc swojemu staremu życiu pożegnalny pocałunek, odwieś je w schowku na haku. Jesteśmy oddaleni o tylko jeden oddech od prawdziwego szczęścia.
Na podstawie tekstu Maxa Strom z www.Yoga-aktuell.de
tłum. Magdalena Nowaczyk.
http://www.surya-yoga.pl/
 
Opublikuj na:

data wydruku: wtorek, 17 września 2019 roku 06:11:27
adres dokumentu: http://www.joga-joga.pl//index.php?LANG=pl&page_ID=135&art_ID=916