O kryzysie - nie tylko w praktyce jogi. Katarzyna Baron

  • środa, 8 kwietnia 2015
Co jeśli pewnego dnia budzimy się i odnosimy nieodparte wrażenie, że drabina, po której wspinamy się od dłuższego czasu, jest przystawiona do niewłaściwej ściany?

Cóż za perfidne uczucie i jakaż dezorientacja połączona z dezorganizacją oraz wielokierunkowym spadkiem nastroju.

Czy mniej więcej tak wygląda kryzys? Dlaczego nagle postanawia nas dopaść i skąd się bierze? Gdyby to człowiek wiedział:-)  
Na pewno sprzyja mu przemęczenie, znużenie, ból.
Paradoksalnie łatwiej jest wskrzesić ogień niż go utrzymać.
Przytaczając wątek jogi - łatwiej jest przyjść na warsztaty jogi, gdzie otaczają nas sami entuzjaści, niż praktykować w swoim pokoju po całym dniu pracy i zebraniu w przedszkolu, na którym okazało się, że nasze dziecko dostało „czarny medal” za złe zachowanie.
Kryzys pojawia się też, kiedy konfrontujemy wspaniałe wyobrażenia wygenerowane przez nasz umysł z rzeczywistością. Przykładowo możemy sobie stworzyć wizję nas samych jako istot, które z niewyjaśnionych powodów powinny otrzymać od świata coś w naszym mniemaniu absolutnie nadzwyczajnego.
W zależności od fantazji może to być wygrana w totka, władza, powszechne uznanie społeczne za doniosłe czyny, uroda, wieczna młodość, zdolność do lewitacji albo przechodzenia przez ściany - używając cytatu z filmu „Dziewczyny do wzięcia” - „jest wiele możliwości”:-) I tu pojawiają się realia.
Okazuje się, że zamiast np. pisać sztuki teatralne trzeba „zawijać w te sreberka” niczym świstak z reklamy. Poczucie niezadowolenia jest tak duże, że trudno zauważyć, że sreberka w rzeczy samej są całkiem w porządku, a "zawijanie" jak "zawijanie" - nie dość, że nie jest takie złe, to jeszcze przynosi komuś pożytek. Trudno też zauważyć, że "zawijanie" nie musi trwać wiecznie. Pogrążając się w nędznym nastroju trudno również zauważyć tysiące pozytywnych rzeczy, szans i okazji, które towarzyszą „zawijaniu w sreberka”. Co gorsza - na dalszym etapie rozwoju kryzysu przestajemy zauważać, jak wiele tak naprawdę mamy i jak dużo codziennie otrzymujemy - jednym słowem człowiek kisi się sam z sobą i widzi wszystko czarno.
Nie wiadomo mi o jakimś uniwersalnym panaceum na kryzys, ale na pewno warto spróbować się wyciszyć i zrelaksować. Brzmi banalnie, ale jest skuteczne.
Naprawdę warto się wyluzować, dać sobie na chwilę spokój, przestać się obarczać barwnymi zarzutami, spróbować poskromić swoje wizjonerstwo i odnaleźć przekonanie, że z wielu powodów nasze położenie (niezależnie czy dobre czy złe) jest na obecną chwilę odpowiednie dla nas.
Że jest takie jakie ma być. Że (niestety albo na szczęście) nie będzie takie zawsze, ale że jednak zawsze można robić coś pozytywnego. I że wprawdzie ”droga jest do nikąd”, ale „czas jest po naszej stronie". Z
ciepłymi pozdrowieniami, dla wszystkich, którym wydaje się, że z ich drabiną jest coś nie tak:-)
 Kasia BaronKasia Baron - instruktorka jogi, na co dzień powadzi zajęcia w Tarnowskich Górach. Więcej na stronie www.jogakasiabaron.pl
Prowadzi blog http://ziewnieciekota.blogspot.com/, z którego pochodzi artykuł.
Opublikuj na:

data wydruku: poniedziałek, 18 listopada 2019 roku 15:33:39
adres dokumentu: http://www.joga-joga.pl//index.php?LANG=pl&page_ID=135&art_ID=1907