Biechowska joga z Małgorzatą Madej. 16-18.II.2007

  • środa, 28 lutego 2007
  • autor: Ryszard Puchalski
Już po raz piąty w Biechowie k. Nysy Małgorzata Madej, nauczyciel jogi Iyengara w stopniu Junior III, zorganizowała warsztaty jogi. Odbywały się one w pięknym XIX-wiecznym pałacu, w którym mieści się obecnie Technikum Gastronomiczne wraz z internatem.

 
Ryszard Puchalski
Zajęcia rozpoczęliśmy w piątek o godzinie 17.00 dosyć łagodną sesją asan. Na początek supta-virasana lub badha-konasana (do wyboru – obie na wałkach), potem pies z głową podpartą i adhomukha-virasana (też z podparciem), a następnie pięć podstawowych pozycji stojących i tradycyjny, zawsze obecny u Gosi zestaw: stanie na głowie + świeca. Tym razem salamba-sarvangasana
Ryszard Puchalski
poprzedzona była i zakończona dość długą halasaną (z nogami na krześle). O 18.30 zjedliśmy kolację (na ciepło + zimna płyta) – łazanki, chleb z warzywami i lody na deser, a o 19.30 spotkaliśmy się na „wieczorku zapoznawczym”. Każdy przedstawiający się mówił co zawdzięcza jodze. To niesamowite! Brzmiało momentami jak katalog cudów – od zwalczania chorób i nałogów poprzez odwagę do różnych działań, aż do znalezienia sensu życia. Zakończyliśmy krótkim „siedzeniem” dla chętnych i ok. 21.00 można już było nadrabiać zaległości w spaniu z mijającego tygodnia.
Ryszard Puchalski
Sobotę rozpoczęliśmy herbatą ok. 7.45, a od 8.15 trwała dwuipólgodzinna praktyka, którą Gosia podsumowała: To właściwie tylko dwie pozycje stojące. Rzeczywiście „tylko” dwie: utthita-trikonasana i ardha-candrasana, ale jak wykonywane! Najpierw skupienie na pracy zwłaszcza wewnętrznych nóg, a gdy mięliśmy już nadzieję, że trikonasana za nami, dołączyliśmy do „świadomych nóg” – „żywe ręce” (rotacja ramion na zewnątrz) i dalej rzeźbiliśmy pozycję trójkąta. Później ta sama praca w ardha-candrasanie i tu niespodzianka – okazało się, że niektórzy (m.in. przyznający to ze skruchą autor) nie posiadają świadomości w wewnętrznej tylnej nodze. Cóż, podnosi się ta noga jakoś sama do góry (w końcu tułów działający trochę jak równoważnia ją ciągnie), ale udo (zwłaszcza tylne) wisi bezwładnie! No i uczymy się ardha-candry na nowo… (niektórzy po kilku latach praktyki).
Pół godziny po asanach o 11.15 (w przerwie można było wziąć prysznic, przebrać się i posilić herbatą) sesja pranajamy (próba oddechu ujjayi w leżeniu na kocu pod kręgosłupem i – dla praktykujących już pranajamę – ujjalyi w siadzie ze skrzyżowanymi nogami). O 12.30 obiad – słynne biechowskie zupy – tym razem pyszna grochówka i kluski z sosem pieczarkowym. O 13.00 część z nas
Ryszard Puchalski
wybrała się na spacer (a część nadal odrabiała zaległości w spaniu). Pałac Biechowski leży przy dydaktycznej ścieżce przyrodniczej – piękne lasy i dolinki, ale my tradycyjnie woleliśmy pobliskie pola i łąki. Pogoda dopisała – dość mocno jak na luty grzało słońce, choć resztki zachmurzenia nie pozwoliły dostrzec odległych o kilkadziesiąt kilometrów Sudetów (Góry Opawskie i Przedgórze Paczkowskie).
Po południu (od 16.00) skupiliśmy się podczas praktyki na: rozszerzaniu klatki piersiowej, odciąganiu barków od uszu, oddalaniu od siebie obojczyków i opuszczaniu w dół trapeziusów – najpierw w adhomukha-virasanie, potem w: malasanie, maricyasanie I, kurmasanie, wreszcie w dvi-hasta-bhujasanie. Potem skręt w pasasanie, skręty na krześle i wygięcie do tyłu (też na krześle), no i tradycyjnie salamba-sirsasana + salamba-sarvangasana. O 18.30 kolacja – kasza pęczak z sosem na kwaśno i tartą marchwią oraz zimna płyta i jogurt owocowy na deser. O 19.30 chętni wzięli udział w pokazie filmu o B.K.S. Iyengarze (autor tego
Ryszard Puchalski
reportażu udał się w objęcia Hypnosa już przed 21.00, dlatego nie jest w stanie zdać relacji z „zielonej nocy”).
Poranna herbata w niedzielę tradycyjnie ok. 7.45, a o 8.15 praktyka – tym razem poświęcona nie tyle precyzji, co dynamice. Coraz szybsze przejścia do uttanasany, później adho-mukha-śvanasany, wreszcie do caturanga-dandasany i kilka pełnych cykli suryanamaskar. Później cała seria wygięć do tyłu zakończona mostkami ze stania na głowie, na przedramionach i na rękach.
Tym razem zjedliśmy wcześniejszy obiad (o 11.00 – wyśmienity krupnik) i znów chętni wybrali się na spacer, gdzie joga zdziałała cuda (patrz zdjęcia). Popołudniowe zajęcia (od 15.00) bazowały na supta-padangusthaasanach (praca z paskami uświadamiająca pracę bioder – odciąganie biodra nogi w górze w stronę stopy drugiej nogi leżącej na ziemi, co jednocześnie wydłuża bok tułowia) oraz rotacja uda nogi na ziemi do środka. Zakończyliśmy zestawem stania na głowie i świecy. Kolacja o godzinie 17.00 i trzeba wracać do domów po około pięćdziesięciu godzinach spędzonych w pięknym miejscu, wśród życzliwych ludzi i przede wszystkim z najwyższej klasy nauczycielem.
Ryszard Puchalski
 
Opublikuj na:

data wydruku: czwartek, 20 lutego 2020 roku 02:19:55
adres dokumentu: http://www.joga-joga.pl//index.php?LANG=pl&page_ID=121&art_ID=546