ścieżka do tekstu:

Wywiad z Wiktorem Morgulec - Wybory jogina. Joga Magazyn Marzec

  • poniedziałek, 30 marca 2020
Czy osoby, które praktykują jogę, powinny mieć dystans do świata?
Także do tego, co dzieje się w polityce? Czy wolno im mieć poglądy. A jeśli tak, to jakie? I dlaczego?
Poniżej zamieszczamy wywiad z Wiktorem Morgulcem zaczerpnięty  z magazynu Joga. 
WIKTOR MORGULEC- – tata czwórki dzieci, dyplomowany nauczyciel jogi, 20 lat doświadczenia. Założyciel: portalu joga-joga.pl, morgulec.com, szkoły Joga Żoliborz, joga-joga.tv, International Integral Yoga Institute. Organizator Kursów Nauczycielskich Jogi Integralnej. www.morgulec.com
Można być politykiem i uprawiać jogę, tak jak premier Kanady. Można być joginem i angażować się w politykę. „To racjonalne”– mówi Wiktor Morgulec, jogin nieoczywisty.
Jogin-patriota. Podpisujesz się pod takim wizerunkiem?
Powiedziałbym nawet, że nacjonalista, bo patriotyzm ogranicza się często do sfery deklaracji i uczuć, a zdrowy nacjonalizm to działanie – wspieranie tego kraju gospodarczo przez swoje wybory konsumenckie, angażowanie się w politykę, żeby rządzili ludzie, którzy chcą dbać o ten teren. Nie ma powodu, żebyśmy zarabiali cztery razy mniej niż sąsiedzi za zachodnią granicą, bo nie jesteśmy cztery razy głupsi ani mniej pracowici. Różnice wynikają z tego, jak się tym krajem zarządza.
W 2015 roku wspierałeś w wyborach prezydenckich ultraprawicowego kandydata. To był epizod, czy nadal działasz politycznie?
Patriotyzm to tradycja rodzinna. Moja babcia i dziadek byli w AK i Szarych Szeregach. Zanegowałem tę tradycję, będąc przez 10 lat punkiem i anarchistą. Ale odkąd mam dzieci, zmieniłem perspektywę. Polityka jest dla mnie przedłużeniem mocy sprawczej. Dbanie o swoich jest racjonalne. To dbanie o wspólnotę, do której się należy. Mam wpływ tylko na to, co dzieje się wokół mnie. Nie za bardzo wiem, jak dbać o Nigerię, bo tam nie mieszkam. Robię coś dla ludzi stąd, oczywiście nie szkodząc innym. Tym różni się nacjonalizm od szowinizmu. Poza tym w starych pismach jogicznych jest napisane, że jodze i medytacji można się oddać tylko w sprzyjającej sytuacji, również geopolitycznej; najlepiej w stabilnym, silnym, bogatym państwie, bez zagrożeń.
 
Teraz też jesteś zaangażowany w działania dla kraju?
Założyłem fundację – Instytut Pamięci Makarego Sieradzkiego – która popularyzuje informacje o wartościowych, inspirujących, mało znanych Polakach. Makary Sieradzki był żołnierzem AK, współpracownikiem rotmistrza Pileckiego. Godził obowiązki wobec kraju z samorozwojem. Był jednym z pierwszych polskich joginów, uczniem Wincentego Lutosławskiego, narodowca, bliskiego przyjaciela Romana Dmowskiego. Żył ascetycznie. Po wojnie skazany przez komunistyczne władze na dożywocie, spędził 9 lat w ubeckich więzieniach. Wybaczył swoim oprawcom. Po wyjściu na wolność lekarze dawali mu 3 miesiące życia. Zmarł w wypadku samochodowym w wieku 92 lat. Do zdrowia wrócił przy pomocy jogi, co opisał w książce: „Życie bez chorób”. Jestem pod wielkim wrażeniem tej postaci.
Czym jest dla Ciebie joga?
Jogę rozumiem jak B.K.S. Iyengar. To opanowanie umysłu. Służy wyzwoleniu od mentalnych zanieczyszczeń. Jednak w praktyce, tu, w Polsce, joga jest po prostu wykonywaniem asan dla zdrowia.
Dla Ciebie też?
Uczę wykonywania asan i ćwiczeń oddechowych. I tyle. Żyjemy w czasach, które w hinduskiej kosmologii nazywają się Kali Yuga (czarne wieki). To czasy odwrócenia, kłamstwa, zagubienia, braku kierunku i wartości. Ludzie potrzebują przede wszystkim zdrowia, bo to baza, bez której nie ma rozwoju duchowego. Mam świadomość, że dla kogoś, kto traktuje jogę jako ścieżkę wyzwolenia, takie podejście to profanacja. Jogasutry Patanjalego, starożytny traktat o jodze, marginalizują wagę asan. W 95 aforyzmach są trzy słowa na temat asany: stiram sukham asanam – pozycja ma być stabilna i wygodna. Po to, żeby móc długo siedzieć i poznawać swój umysł w medytacji.
 
 
Twoja joga jest fizyczna?
Teraz ludzie tego potrzebują. Siedzą całymi dniami, mają sprasowane kręgosłupy. Potrzebują ćwiczyć, żeby się nie rozsypać. Dawniej ludzie byli ciągle w ruchu, pracowali fizycznie, nie musieli dodatkowo ćwiczyć ciała. Tu, na Zachodzie, w tych czasach potrzebujemy jogi jako zestawu ćwiczeń, dzięki którym można zadbać o zdrowie.
A jeśli ktoś szuka w jodze czegoś więcej?
Nie czuję się na tyle zrealizowany, żeby nauczać innych, jak żyć. Ale chętnie kieruję poszukujących prawdziwej duchowości na przykład na kurs vipassany. Paradoksalnie w czasach mroku dostępnych jest wiele nauk, które poza ten mrok prowadzą. Poza tym, jeśli ktoś uczciwie praktykuje, kolejne kroki zwykle robią się same, nie trzeba stymulować i zachęcać. Kluczowe są dwie rzeczy: koncentracja uwagi i czucie ciała. Gdy to trochę rozwiniemy, można myśleć o medytacji i eksploracji głębi własnego umysłu.
Pragmatyczne podejście.
Zwłaszcza, że straciliśmy bhakti, czyli wiarę. Na Zachodzie w czasach, w których nie mamy żadnego kompasu, praktyka jogi może być oparciem. Kiedyś wiara stabilizowała wewnętrznie. Moja babcia ma dokładnie ustawione priorytety. Wie, co jest właściwe, a co nie. Jest bhakti joginem. Tak jak mnich tybetański z czcią odprawiający rytuały i każdy, kto realizuje się w życiu poprzez wiarę. Czyli każdy, kto zakłada, że jest coś więcej niż ego. Alternatywą dla prostej bhakti jogi jest zaawansowana jnana joga – ścieżka poznania, wiedzy. Jest ona szansą na odkrywanie w procesie samoobserwacji, wglądu i medytacji tego, jak naprawdę jest. Bez bhakti lub jnany pozostaje nihilizm i upadek.
Jesteś osobą wierzącą?
Śmieję się, że jestem niewierzący, ale praktykujący. Nie wierzę w dogmaty i teorie religijne, natomiast zgadzam się w 100% ze społeczną nauką Kościoła. Jeśli dobrze się wsłuchać w nauki wschodnich mistrzów, są bardzo podobne. To są proste, naturalne, uniwersalne rzeczy.
Co takiego urzeka Cię w społecznej nauce Kościoła?
Wszystko, co ustawia organizację życia społecznego. Stosunek do rodziny, zabijania, aborcji, eutanazji.
Joginowi potrzebne są wytyczne moralne dyktowane przez instytucję?
Dlaczego nie? A czym są jamy i nijamy? Również wskazaniami moralnymi. Jogini gorliwie się ich uczą. Tymczasem mamy pod ręką podobne wskazania. Nauka Kościoła skutecznie organizuje życie społeczne. Nie ma powodów, żeby ją odrzucać.
 
Niektórzy je znajdują.
W środowisku jogowym bardzo modne są poglądy lewicowe, które wcale nie wynikają z rozumienia jogicznych tekstów źródłowych. Często świadczą o kompletnym pobłądzeniu. Prawdziwy jogin jest pragmatyczny, czerpie wiedzę z obserwacji, odnosi się do tego, co jest. Tym różni się od filozofów, że stąpa mocno po ziemi. Praktykowanie jogi urealnia. Nawet Budda pouczał królów, którzy pytali, jak się zachować w obliczu napaści: chcesz pokoju, bądź gotowy na wojnę. Nie znaczy, że chcesz wojny. Jednak jesteś w kontakcie z rzeczywistością. Utożsamianie ahimsy z pacyfizmem jest nagminne i błędne. Być może gdyby w odpowiednim momencie ktoś powstrzymał Hitlera czy Stalina, nawet przemocą, nie doszłoby do tragedii.
Czym jest ahimsa w takim razie?
Nie jest to nieużywanie przemocy. Czasem po prostu nie możemy jej nie użyć. Ahimsa to niekrzywdzenie. Użycie przemocy po wyczerpaniu innych środków, nie z chęci krzywdzenia czy dla własnych korzyści, ale ze współczuciem i pełną świadomością jest czasem, niestety, niezbędne. Najlepiej to wie osoba, która ma dzieci. Jeśli musisz gdzieś wyjść, a dziecko stawia opór, po wyczerpaniu wszystkich możliwości bierzesz dziecko pod pachę i wychodzisz. To też jest przemoc.
Joga odpowiedziała na wszystkie Twoje pytania egzystencjalne?
Dała mi samodyscyplinę i dobre samopoczucie. Ale kiedy złamałem rękę i nie mogłem praktykować, zastanawiałem się, czy nie ma innych sposobów na równowagę wewnętrzną. Trafiłem na vipassanę – praktykę medytacyjną, ćwiczenie samoobserwacji. Poziom skupienia uwagi, który rozwija się podczas 10-dniowego odosobnienia, nie da się porównać z żadną praktyką jogi. Później nie szukałem innych dróg. Odpowiedzi i tak są w nas, ale trzeba znaleźć narzędzie, by je wydobyć.
Jak łączysz jogę z vipassaną?
Co najmniej raz w roku wyjeżdżam na odosobnienie do ośrodka vipassany. Poza tym praktykuję codziennie jedno i drugie. Vipassana bardzo wpłynęła na moje postrzeganie jogi. Zmieniła się moja praktyka, odpuściłem rywalizację, sportowe podejście. Po vipassanie poszedłem w stronę uczenia, czego wcześniej nawet sobie nie wyobrażałem.
Świetnie Ci idzie. Katalogu wyjazdów jogowych nie powstydziłoby się dobre biuro podróży.
Mój tata nigdy nie pracował na etacie. Miałem w domu wzorzec przedsiębiorczości. Szybko założyłem dobrze prosperującą firmę zajmującą się pracami na wysokościach. Po powrocie z Indii w 2003 roku, gdzie jeździłem po ośrodkach jogi i vipassany, naturalnie zacząłem uczyć. Mama poprosiła mnie, żebym pokazał jogę na zajęciach gimnastyki dla pań. Potem uczyłem tatę, który miał problemy z kręgosłupem. Zrobiłem 3-letni kurs nauczycielski u Konrada Kocota. Asystowałem i uczyłem u Adama Bielewicza. Wszystko rozwijało się samoistnie.Czym obecnie się zajmujesz?
Współpracuję z kilkunastoma instruktorami. Wraz z żoną stworzyliśmy w Warszawie szkołę Joga Żoliborz. Od 15 lat organizujemy wyjazdy jogowe w ramach morgulec.com. W 2005 roku powstał portal joga-joga.pl. To wciąż największy portal o jodze. Wydaliśmy płyty DVD, książki. Działa sklep z akcesoriami do jogi i platforma do ćwiczeń online joja-joga.tv. Co roku pod koniec sierpnia organizujemy w Hotelu Wierchomla Joga Festiwal i Górski Maraton Jogi, imprezę, na którą przyjeżdżają całe rodziny. Od dwóch lat kształcę przyszłych nauczycieli, organizując Kursy Nauczycielskie Jogi Integralnej. Pierwszą edycję ukończyło 50 osób. Absolwenci znakomicie radzą sobie na rynku, prowadząc zajęcia i swoje szkoły jogi. Właśnie trwa druga edycja. Zaraz ruszamy z trzecią.
Jakiej jogi uczycie?
Na kursie można poznać różne style jogi – jin joga, vinyasa, joga kręgosłupa, funkcjonalna, aerial joga. Ja uczę jogi według B.K.S. Iyengara, która jest żywa i elastyczna. Asany dobiera się do indywidualnych potrzeb. Jednocześnie jest to bardzo pragmatyczna, surowa joga, bez śpiewów, recytacji, mantrowań. Jodze na początku musi towarzyszyć pewien wysiłek, jeśli chcemy, żeby miała wartość terapeutyczną. Jeśli ma mieć wartość mentalną, ważna jest koncentracja, skupienie, czucie ciała. W Polsce dzięki Sławomirowi Bubiczowi, który wykształcił bardzo charyzmatycznych nauczycieli, mamy możliwość ćwiczenia jogi nierozmytej, uczonej tak, jak uczył sam Iyengar. Jestem z tej solidnej szkoły „postsławkowskiej”.
Wspominasz często o sile woli i mocy osobistej. Jak to się ma do takich kategorii jogicznych, jak poddanie i odpuszczenie?
Te dwie jakości występują naprzemiennie. Na początku podróży jogowej niezbędna jest determinacja, siła woli właśnie. Trzeba się zmusić. Na pewnym etapie jednak trzeba umieć się poddać. I to nie jest łatwe. To tak jak z każdą asaną – najpierw, gdy jesteśmy poblokowani, siłujemy się i męczymy. W pewnym momencie następuje zwrot w praktyce, poddajesz się. Pozycja staje się lekka i wygodna, pojawia się miękkość i swoboda. Zgodnie ze słowami Buddy – czasem musisz być twardy jak diament, czasem miękki jak płatek róży.
Rozmawiała Magdalena Chmielewska
Cały artykuł można przeczytać w marcowym wydaniu magazynu Joga.
Dziękujemy redakcji magazynu Joga za możliwość publikacji materiału na portalu Joga-joga.pl
 
 
 
 
 
 
 
Opublikuj na:

data wydruku: sobota, 19 września 2020 roku 20:06:56
adres dokumentu: http://www.joga-joga.pl//index.php?LANG=pl&page_ID=120&art_ID=2746