Maćka Wieloboba jogi oduczanie i uczenie. Recenzja dwustronna. Magdalena Podziewska

  • wtorek, 25 maja 2010
  • autor: Magdalena Padziewska
na rewersie:
warsztat z dnia 28 marca 2010: „Porzucanie pamięci, poszukiwanie świeżości”
na awersie:
warsztat z dnia 25 kwietnia 2010: „Joga dla narządów wewnętrznych”

miejsce:
Kraków, Pracownia Jogi Macieja Wieloboba
prowadzący:
Maciej Wielobób
nauczyciel asystujący:
Agnieszka Wielobób
uczestnik i piszący te słowa adept sztuki jogicznej:
Magdalena (Madzia) Podziewska
 
Na wstępie scharakteryzuję siebie jako ucznia: jestem leniwa i nie lubię się męczyć, ale ewidentną radochę sprawia mi ćwiczenie się w wytrwałości i obserwacja postępów dusznego ciała. I chyba bardziej jestem jednak dynamiczna niż statyczna, plus mam wysoki poziom energetyczny ;-)
Od dwóch miesięcy zabieram się do napisania kilku słów dotyczących moich wrażeń powarsztatowych, a w związku z dużymi zmianami w życiu osobisto – zawodowym nieustannie brakuje mi na to, aby po prostu usiąść i napisać, czasu. Do teraz.
Rytm tych słów będzie zatem wyznaczać nie ekonomia wysiłku, nie specjalny, sakralny czas poświęcony mi samej, ale pociąg toczący się z Krakowa na Śląsk. Droga. Stuk – puk puk. Stuk – puk puk. Stuk – puk puk. Niespieszny puls, równe tętno. Stuk – puk puk. Stuk – puk puk. Pełnia harmonii.
Dopowiem jeszcze „spokojny, miarowy oddech” i będziemy w domu. Czyli w tym wypadku na warsztatach jogi prowadzonych przez Macieja Wieloboba w jego krakowskiej Pracowni Jogi. I wiele będzie tu na rzeczy, także i to, że do Macieja „zjeżdża się” na warsztaty cała Polska. Co najmniej, bo spotkałam na nich na przykład dziewczynę, która na stałe mieszka w Norwegii…
Gdybym pokusiła się o próbę wskazania rysu charakterystycznego dla  Maćka - nauczyciela, najważniejszym i najpierwszym słowem byłaby ŚWIADOMOŚĆ. Maciek jest bardzo świadomym nauczycielem i tę świadomość rozsiewa podczas praktyki. Nie ma, że boli. Jak boli, trzeba przestać. A jak nie boli, trzeba trwać i rozluźniać napięcia. Przede wszystkim jednak prowadzić ODDECH zgodnie z rytmem naszego ciała i ducha w danym miejscu i momencie.
Maciek nie daje recept. Jako nauczyciel uwrażliwia na to, co wyprawiamy z naszymi ciałami w asanach. I na to, co asany wyprawiają z nami. UWAŻNOŚĆ – to trzecie z kolei słowo, które przykleiłabym do Maćka. I jeszcze SPOKÓJ i PEŁNIA. Ale te dwie przestrzenie jako uczniowie w praktyce jogi odkrywamy sami. Maciek tylko pokazuje możliwe kierunki:) Ja jeszcze, tak już zupełnie osobiście, dodałabym słowo: RADOŚĆ. Bo praktyka u Maćka jest zawsze pełna radości – z reguły skupionej, ale bywa że eksplodującej jak gejzer (uwidacznia się to np. w mostkach robionych z sirsasany albo „jednonogi pistolet”, kiedy grupa potrafi gremialnie wybuchać atakami żywego i perlistego śmiechu obserwując wspólne zmagania w dojściu do celu).
 
Maciek wielobób awers 1
 
Rewers: ODUCZANIE
Praktykujemy tę naszą jogę częściej albo rzadziej, ale praktykujemy. Czasem od paru - nawet parunastu lat, czasem od kilku miesięcy czy tygodni. Niby wiemy, co i jak. Taki cykl po takim cyklu. Ta asana po tamtej. I w taki, a nie inny sposób się wchodzi. Że nie mamy opanowanego psa z głową w dół? Oczywiście, że mamy! Obudzeni o 4-tej nad ranem zrobimy go z zamkniętymi oczami. Nawet po ciemku i na ślepo.
Bingo!
Maciek na tym warsztacie jak na tacy pokazał mi samą siebie. I właśnie wszystkie moje „na ślepo”. Bo – po pierwsze – do psa nie muszę wchodzić tylko w taki sposób, w jaki się nauczyłam. Mogę wejść na co najmniej pięć różnych sposobów. I w pięć innych wyjść. Co więcej – pies psu nie równy (nieprawdą jest twierdzenie: „pies jaki jest, każdy widzi”, jeśli mogę zrobić przytyk i sparafrazować oświeceniowego encyklopedystę). Nawet jeśli wykonuje go jedna i ta sama osoba. Spróbujcie: wykonajcie psa „krótszego” od tego, jakiego zazwyczaj robicie. I wykonajcie „dłuższego”. Różnica jest diametralna :) A wasze ciało pokaże Wam „Waszego” psa. Nie „odmierzonego”, „wyszkolonego”, „naumianego” ale WASZEGO, osobistego, świeżego - zgodnego z Wami, waszą sprężystością, siłą i gibkością w danym momencie i danym miejscu. Naprawdę polecam. Po tej próbie – czy raczej DOŚWIADCZENIU psa w psie – psie realia nie będą już nigdy takie same ;-)
Na tych warsztatach Maciek krok po kroku wyprowadzał nas ze schematów i stereotypów jogicznych, w które czy to popadliśmy z własnej woli podczas praktyki, czy też z tych, które zostały nam wpojone w trakcie nauki.
Bo joga przecież oducza nawyków! Nie ma w niej przestrzeni na stereotypy, nawet te „po kądzieli”. Jest miejsce na ŚWIADOMOŚĆ, ODDECH oraz UWAŻNOŚĆ. I doświadczenie. Także tego, że jestem w stanie zrobić świecę bez paska, z którym podczas praktyki tak bardzo zdążyłam się już zaprzyjaźnić ;-)
 
Awers: UCZENIE
„Praca z flakami” jawi się jako abstrakcja w czystej formie. Bo OK – każdy z nas (zwłaszcza ten, komu zdarzyło się kiedyś praktykować prosto po śniadanku lub sytym obiadku) wie, że joga wpływa na pracę narządów wewnętrznych. Ale jak „podnieść” czy „wessać” czy „zassać” to, co mamy we wnętrznościach naszych boskich ciał na linii gardło – pupa? Jak uwrażliwić się na to, żeby nie wiązać sobie supełków w środku? Bo przecież wiążemy supełki – opuścić ramiona i ich nie napinać w asanach (supełek); uważać na przeprosty (supełek); docisnąć nasadę dużego palca u stopy (supełek) – i tak dalej, i tak dalej… (supełek za supełkiem).
A przecież… przecież „wessanie flaków” pozwala nam wykonać skłon absolutnie bez wysiłku, nie miażdży naszych wnętrzności, nie ściska i zaciska… Jak to zrobić? ODDECHEM, moi mili państwo, ODDECHEM! Może Maciek i nie nauczył mnie przesuwania moich wnętrzności siłą woli, ale pokazał mi, jak oddechem mogę doprowadzić do tego, by w skrętach, skręto-skłonach i skłonach oddychać całkowicie swobodnie i działać maksymalnie jak się da bez wysiłku, wykorzystując jedynie naturalne zdolności mojego organizmu. A przy tym mieć znacznie lepsze efekty tej roboty – nie siłowej, nie wyczynowej, ale całkowicie naturalnej i – tak, użyję tego słowa – swobodnej! W tym miejscu znowu wracam do ŚWIADOMOŚCI. Uzmysłowienie sobie istnienia kilku prostych mechanizmów, jakie ot tak działają w moim ciele, odczucie i doznanie ich na własnej skórze (a raczej „flakach”) spowodowało, że przestałam się „siłować” z własnym ciałem, nie „wpycham się” w pozycje, nie „zaciskam” w skrętach. I co! I widzę efekty! Bo nie muszę już pamiętać o wydłużonym dolnym odcinku kręgosłupa. On po prostu „sam się wydłuża”. Zakrzyknę ochoczo zatem: precz z jogicznymi supełkami! Niech żyje moje ciało, które samo z siebie potrafi wiele mi pokazać i jeszcze więcej mnie nauczyć. Wystarczy mu tylko pozwolić…
 
Maciek wielobób awers 1
 
Summa summarum:
Maciek Wielobób oducza uczenia i uczy oduczania. Uwrażliwia nas na siebie. Praktykując z Maćkiem patrzymy na siebie samych i dostrzegamy to, co w nas. Odrzucamy schematy i nawyki – świadomie i samodzielnie (choć pod bacznym okiem Maćka – nauczyciela) uczymy się siebie w sobie. Z radością.
Czego sobie i Wam wszystkim życzę.

Madzia Podziewska

1) Nazwa własna nadana przeze mnie; niestety nie zapamiętałam nazwy obowiązującej według jogicznego kanonu; grunt jednak, że „w dół” tę asanę wykonam – z paskiem bo z paskiem, ale tak; „ w górę” niestety JESZCZE nie.

- - -
Warsztaty i kursy jogi z Maciejem Wielobobem: http://maciejwielobob.pl
 
 
Opublikuj na:

data wydruku: niedziela, 20 października 2019 roku 03:59:20
adres dokumentu: http://www.joga-joga.pl//index.php?LANG=pl&page_ID=121&art_ID=1101