Indyjskie impresje. Anna Duszak. Część XI. W chatce z palmowych liści

  • czwartek, 1 lipca 2010
  • autor: Anna Duszak
Gdy decydowałam się na powrót do szkoły Sharata zastanawiałam się czy nie zamieszkać poza terenem centrum. Mieć trochę więcej dystansu, zobaczyć więcej, pooddychać atmosferą miasteczka. Przeważyły jednak zalety, jakie ma mieszkanie na terenie. Bliżej do wszystkiego co stanowi główny powód mej obecności tutaj. Sala obok, posiłki też. Praktycznie w każdej z kilku chat ktoś z uczestników kursu. Doceniłam to, gdy na kilka dni powaliło mnie przeziębienie.
Chata jest jednak azylem, odgradza mnie, mimo przepuszczających światło ścian, od całego otoczenia. Nazywa się „Awareness” (Świadomość). Inne to „Peace”, „Flow”, ………… - nazwy skłaniające do zastanowienia się nad samym sobą.
Żyje w chacie poddana prawom natury, życia w naturze. Oznacza to pogodzenie się z faktem, że obok żyją inni członkowie tej społeczności.. Nie zawsze przychodzi to łatwo. Szczególnie gdy dotychczas traktowałam je jako nie pożądanego gościa w moim warszawskim mieszkaniu a jego obecność oznaczała brud, zaniedbanie.
Szczurka spotkałam zaraz, gdy wniosłam bagaże do chatki. Siedział sobie na środku materaca. Potraktował mnie jak intruza. Spojrzał na mnie i wcale nie miał ochoty opuścić tego pomieszczenia. Jego spojrzenie wyraźnie mówiło – „Zmykaj, to moja siedziba„. Na szczęście jestem większa! Gdy zaczęłam iść w jego kierunku, przestraszony, uciekł. Przez kilka najbliższych dni odwiedzał mnie, ze swoją rodziną, za dnia i w nocy. Jednej z nich, z pozostawionego przez Jolantę melona, uczynił sobie piłkę. Aż dziwne, jak sprawił, że melon znalazł się pod drzwiami, po przeciwnej stronie niż stolik. Przebudziła mnie ta zabawa. Moje głośne –„Kszy, kszy” sprawiło, że opuściły moje królestwo.
Pod materacem, w cementowej podłodze łóżka znajduje się metalowa skrytka. Tu można przechowywać wartościowe rzeczy, zamknięte na kłódkę. Drugiego dnia, gdy podniosłam materac by wyciągnąć paszport ze skrzynki, w zagłębieniu między materacem a drzwiczkami skrzynki spotykałam szczurzego malucha. Sprawiał wrażenie bardzo przestraszonego. Znalazł sobie takie świetne schronienie a tu taka niespodzianka. Człowiek go wytropił! I co teraz? Skulony w rogu, chwilę mi się przyglądał. Był na wyciągnięcie ręki. Odsunęłam się. Po chwili zniknął w przestrzeni między podłogą a ścianą chatki.
Indyjskie impresje. Anna Duszak. Część XI. W chatce z palmowych liści
Gdy nie chce się wizyt nie pożądanych gości wystarczy nie mieć w chatce żywności lub trzymać ją zawieszona, na ścianie, w siatce. Nic jednak nie ograniczy dostępu do naszego mieszkania dla wszelkich malutkich żyjątek – mrówek, muszek, komarów. Od tego chroni jedynie moskitiera rozpięta nad całym szerokim dwa na dwa metry, łóżkiem. Wyposażenie chatki to jedynie zbity z drewna, z blatem ze sklejki, stolik oraz płócienna tkanina z licznymi kieszeniami.
Poprzednia moja chata miała innych gospodarzy. Tak muszę ich nazwać, bo mieszkały tam dłużej niż ja i przestały, gdy zakończyły swój naturalny cykl. Pierwszy mój kontakt z tą gąsienicą trochę mnie wystraszył. Sięgnęłam do plecaka. Moja dłoń dotknęła czegoś nieznanego, jakby wielu igiełek. Cofnęłam dłoń. Gdy spróbowałam zbliżyć palce do siebie wrażenie powtórzyło się. Spojrzałam pod światło. Ze skóry mych palców wystawało kilkadziesiąt drobniutkich, brązowych igiełek. Zajrzałam do plecaka. Na wierzchu leżała przepiękna, włochata gąsienica. Z jedną ręką w górze, z rozczapierzonymi palcami, drugą udało mi się umieścić gąsienicę w pudełku. Po pomoc i wyjaśnienie co za stworzenie mnie zaatakowało, udałam się do Mastramy. Spojrzał na moją dłoń z miną świadomego zdarzenia człowieka – „To sekunda, spotkanie z nią nie jest miłe, ale jak się przeistoczy będzie przepięknym motylem”, Podniósł z ziemi kawałek ostro zakończonego kamienia i zdjął z mych palców wszystkie igiełki. Przez cały czas pobytu znalazłam ich w chacie ponad 20. Wyrzucałam je poza kamienne ogrodzenie. Gdy zmienią swą powierzchowność będą cieszyły oczy następnych przybyszy na Goa. Pod koniec pobytu znalazłam ich gniazdo. W rogu chatki, tuż nad wiszącymi, poniżej, moimi sukienkami. Nic dziwnego, że przez cały czas czułam swędzenie zakładając ubranie. Zapewne codziennie spacerowały po mym odzieniu!
Pierwsze dni pobytu tutaj spędzam na doposażeniu chaty. Nie jest to konieczne ale lubię wprowadzić trochę ciepła i swojskości. Dokupuję wieszaki, by moje sukienki wisiały, poprzeczki w oknie wykorzystuję jako substytuty półki do umieszczenia na nich spodni, bluzek i tak bardzo niezbędnych tu szali. Na podłodze kładę śliczny – zielono-różowy - chodniczek z Gudżaratu. Świetnie pasuje do mojej różowej moskitiery. Przykrycie na łóżko, drugie, bo jedno mam przydziałowe, zostało z poprzedniego pobytu przechowane przez zaprzyjaźnionych Kaszmirów. Wszystkie te drobiazgi to wydatek około 20,- pln. Wnętrze zaczyna sprawiać wrażenie, że wracam tu chętnie. To moja siedziba na najbliższe siedem tygodni.
Indyjskie impresje. Anna Duszak. Część XI. W chatce z palmowych liści
Publikujemy pisane na bieżąco, w kafejce internetowej impresje Ani z Indii. Przesyłała je do przyjaciół, bliskich, a teraz wyraziła zgodę, aby je opublikować.
Jeśli chcecie jej coś poradzić, zasugerować, piszcie do niej.
anmaduku@gmail.com
 
Opublikuj na:

data wydruku: niedziela, 13 czerwca 2021 roku 11:24:49
adres dokumentu: http://www.joga-joga.pl//index.php?LANG=pl&page_ID=130&art_ID=1152