ścieżka do tekstu:

Monika Pitoń - artystka, joginka, żona Harnasia

  • czwartek, 4 lutego 2021
W naszym cyklu Różne zawody - jedna joga rozmawiamy dzisiaj z Moniką Stanisławską- Pitoń, artystką, matką, żoną i entuzjastką jogi. Zawodowo zajmuje się malarstwem, rysunkiem, fotografią i tkaniną artystyczną, była Prezesem Związku Polskich Artystów Plastyków Okręg Zakopane, odznaczona w 2017 roku medalem „Zasłużony dla Kultury Polskiej” a prywatnie jest żoną Sebastiana Pitonia, znanego ostatnio z głośnej w mediach akcji zwanej Góralskim Vetem.
Pani Moniko, tematyka naszego portalu to oczywiście głównie joga i o tym chcielibyśmy przede wszystkim porozmawiać, ale oprócz tego, chętnie podpytamy o pozostałe sfery Pani życia czyli pracę zawodową, rodzinę i małżeństwo z nietuzinkową postacią - znanym już w całej Polsce "niepokornym" Góralem.
Jak i kiedy zaczęła się Pani przygoda z jogą?
 
Moja przygoda z joga zaczęła się 15 lat temu. Szukałam jakiejś aktywności, która pozwoli mi wrócić do formy po urodzeniu trzeciego dziecka. Gdzieś mi się wyświetliło zaproszenie na kilkudniowe warsztaty jogi w Tatrach , na Kalatówkach, a mieszkam w Kościelisku, na Podhalu, więc praktycznie na miejscu. Zajęcia jogi metoda Iyengara prowadziła Magda Kapela, tak jak ja, absolwentka ASP. Decyzja była szybka. Pomyślałam , że jeśli mi się nie spodoba to spakuję plecak i wrócę do domu. Zostałam, a z Magdą byłam potem jeszcze na kilkudziesięciu warsztatach, nie tylko w Tatrach, ale też w innych, fantastycznych miejscach.
  
Czy praktykę traktuje Pani jako rutynę dnia codziennego czy raczej jako formę aktywności raz na jakiś czas?
To różnie. Czasem czuję się wyjazdową joginką. Po warsztatach nabieram zawsze wiatru w żagle i więcej samodyscypliny, aby codziennie rano rozłożyć matę i zrobić praktykę własną. Oprócz tego można spotkać w internecie świetnych nauczycieli i z tego ostatnio korzystam.
 
 
Czy ma Pani ulubionego nauczyciela, czy ćwiczy Pani z różnymi osobami? 
Moja przygoda zaczęła się z Magdą Kapelą. Jest bardzo wymagająca, nawet surowa i doskonale uczy podstaw. Cenię też innych nauczycieli. Każdy ma inny sposób uczenia, zwraca uwagę na inne aspekty, tworzy inną atmosferę. Stacjonarnie uczyłam się pod okiem wspaniałych kobiet, Ani Brzegowej, która przyjeżdżała do nas z pod Krakowa, miała niesamowitą uważność i cierpliwość do uczniów, potem Anity Podkowy, która jest bardziej dynamiczna, może dlatego że jest tancerką i choreografem w Teatrze Witkacego i osobowością niezwykle barwną. Miałam też okazje uczestniczyć w zajęciach Wiktora Morgulca. To też było wyzwanie- bo Wiktor jest człowiekiem nietuzinkowym, zdecydowanym i bardzo wymagającym nauczycielem.
 
Zachęca Pani rodzinę i przyjaciół do praktyki jogi? 
Na razie udało mi się namówić kilka koleżanek i mojego średniego syna, który był ze mną dwa razy na warsztatach. Zamierza zostać masażystą i fizjoterapeutą więc wiedza którą zdobył dzięki jodze jest bardzo cenna. Znajomych namawiam też na udział w Festiwalu Jogi w Wierchomli. Jest to impreza, na której nie tylko można poćwiczyć jogę z najlepszymi instruktorami, ale też wziąć udział w świetnych warsztatach, takich jak zielarstwo, tworzenie naturalnych kosmetyków, czy podstawy zdrowej kuchni. Bo joga to nie tylko ćwiczenia. To też zdrowy tryb życia, kontakt z naturą, cała filozofia.
 
Czy praktyka jogi jest dla Pani ważna bardziej ze względu na "profity" zdrowia fizycznego czy psychicznego ? Czy obie te sfery są równie ważne?
 
Słuchanie ciała to ciągły proces. Ono samo sygnalizuje swoje problemy. Większość ludzi, spędza codziennie wiele godzin w pozycji siedzącej w pracy i w domu, i w momencie kiedy wejdą na matę, dostają pierwszą diagnozę. Nie mogą wykonać najprostszych ćwiczeń, wyprostować przykurczonych nóg w prostym siadzie, czy wyciągnąć wyprostowanych rąk nad głowę. I oczywiście przenosi się to także na sferę duchową. Aby uzdrowić duszę musimy zrozumieć, co na nią oddziałuje. Wiedza, że istnieje jedność duszy i ciała była podnoszona też w tradycji chrześcijańskiej, m.in. przez Św. Hildegardę z Bingen i szkoda, że nie ma nacisku w naszym społeczeństwie na ten aspekt chrześcijaństwa.
Od czasu moich pierwszych kontaktów z jogą zweryfikowałam też swoje podejście do zachodniej medycyny. Moje najmłodsze dziecko prawie nie zna antybiotyków. Uważam, że dla mojej rodziny, za którą jestem odpowiedzialna, była to zmiana na lepsze.
Uzdrowienie duchowe nie jest możliwe bez wdzięczności, przyjaźni i otaczania się dobrymi ludźmi. Myślę, że z praktyki jogi można się wiele na ten temat dowiedzieć, a tradycja chrześcijańska też to potwierdza.
 
 
Jakie są obecnie Pani najbliższe plany artystyczne?
 
Moim marzeniem było zorganizowanie dużego, międzynarodowego pleneru dla artystów. Pandemia pokrzyżowała te plany.
Ciekawi mnie temat ruchu w moich pracach. Zaczęło się od stworzenia serii szkiców do projektów związanych z modą i tańcem nowoczesnym. Krótkie szkice czarnym tuszem, niemal ze stoperem w ręku. Stworzenie kompozycji, która automatycznie wzbogacona jest o to ulotne piękno poruszającego się tancerza, czy tancerki.. Rysując ruch człowieka, nie szukam podobieństwa twarzy. Interesuje mnie, czy za pomocą środków plastycznych można pokazać przemieszczanie się, ale też inny wymiar czasu. Ruch sam w sobie jest poezją.
Taniec góralski- jego dynamika i dramaturgia, zawsze robiły na mnie ogromne wrażenie. Długo jednak nie mogłam się zdobyć na to, żeby to fascynujące zjawisko zamknąć w ramach, W końcu jednak ośmieliłam się i już po pierwszych próbach poczułam, że potrafię i że mam w ręku klucz, który umożliwi mi przeniesienie na płótno tego tematu. W odróżnieniu od lawowanych rysunków tancerzy nowoczesnych i baletnic, taniec góralski po prostu nie mógł być monochromatyczny i ze względu na to najczęściej maluję ten temat w technice olejnej.
Oprócz tego jestem portrecistką. Malowanie i rysowanie portretów to sztuka trudna i wymagająca. Trzeba zachować bezwzględnie podobieństwo i charakter postaci, a jednocześnie zachować dynamikę i ekspresję, by portret nie stracił na walorach estetycznych. Jestem bardzo dumna, że udało mi się stworzyć zapotrzebowanie na portrety mojego autorstwa . Czuję się tutaj kontynuatorką Witkacego, którego Firma Portretowa to żywa legenda na Podhalu.
 
 
Wszyscy przeżywamy obecnie bardzo dziwny i trudny czas. Jest on szczególnie trudny dla artystów i twórców, dla których kluczowy jest osobisty kontakt z odbiorcą i publicznością. 
Jestem w tej sytuacji, że moja praca wymaga raczej samotności i wyciszenia. Malowanie obrazów jest raczej sytuacją intymną, moi bliscy to szanują i wiedzą , że potrzebuję dużo przestrzeni i spokoju, żeby pracować. Z drugiej strony wernisaże i plenery artystyczne są ważne, są niesamowitym zastrzykiem energii do dalszej pracy. Na pewno teraz tego brakuje. Bardziej jednak współczuję moim przyjaciołom muzykom i aktorom, dla nich taki stan rzeczy jest trudny do zaakceptowania. Ostatnio zaangażowanie męża w sprawy społeczne odciągnęło mnie od pracy w normalnym wymiarze czasowym, ale taka przerwa będzie dla mnie pożywką do dalszego działania.
 
Pani mąż Sebastian Pitoń jest wybitnym architektem, artystą projektowania wyjątkowych domów - zwanym przez niektórych Góralskim Gaudim. Jak żyje się dwóm artystycznym osobowościom pod jednym dachem? 
Jesteśmy zgranym duetem i wspieramy się w pracy. Jeżdżę często z mężem na budowy, poznałam od podszewki jego pracę i znam najlepsze ekipy ciesielskie na Podhalu. Nie przepadam za malowaniem pejzaży, specjalizuję się w postaciach ludzkich, dlatego w przypadkach, gdy mam takie zlecenie przerzucam to na Sebastiana. Zdarza nam się czasem razem coś malować, i doskonale się wtedy uzupełniamy.
No i oczywiście są trudne momenty, bo mąż często mnie krytykuje, a najgorzej kiedy wiem że ma rację !
 
 
Jak Pani się zapatruje na działalność i poglądy męża, które dla wielu osób mogą się wydawać bardzo kontrowersyjne? 
To typowy, góralski charakter, pewny swoich racji. Jest idealistą i walczy o swoje przekonania. Nie jest populistą, nie interesuje go opinia innych. Na pewno nie ubierze się w garnitur polityka, (dosłownie i w przenośni). Nawet na swój ślub go nie założył mimo nalegań rodziny. Mnóstwo czyta, zgłębia różne tematy od podszewki. Nie jest to tylko architektura, to historia, ekonomia, fizyka, polityka czy filozofia. Wiem, że kontrowersja polega na tym, ze nie płynie z prądem, a jego wnioski są czasem zaskakujące. Ludzie są dość stereotypowi i widzą wąskie spektrum problemu. Najgorzej że ich myślenie jest formowane przez media i nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Hasło „wyłącz TV włącz myślenie” dla niektórych może być nieprzekraczalną barierą.
 
Kibicuje Pani społecznej działalności męża, czy wolałaby Pani, żeby pozostał twórcą i skupił się na projektowaniu? 
Wolałabym żyć spokojnie w miejscu, w którym się znalazłam. Mieszkam w górach, w pięknym miejscu, mam zawód który kocham i mogę realizować swoje pasje. Czego chcieć więcej? Ale tak jak ja nie chciałabym, aby ktoś ograniczał mnie w moich pasjach i dążeniach, tak ja nie zamierzam być osobą, która to robi w stosunku do drugiej osoby. Wiem, że to jest jego droga. Wierzy w to, co robi. Mogę przy nim być w takich chwilach i tak robię. Jeśli uznał, że jest w stanie coś zdziałać i jak widać odnosi to jakiś skutek, to stoję u jego boku. Życie to taka ścieżka, na której spotykamy różne przeszkody. To jak sobie z nimi poradzimy, to też miara naszego człowieczeństwa.
Nie mogliśmy patrzeć jak nasz świat dąży do zagłady i wszyscy dookoła pogrążamy się w absurdzie. Trzeba w takich sytuacjach działać. 
 
Jakie jest Pani zdanie na temat tego co się obecnie dzieje na świecie i w Polsce? Jak powinno się zachować społeczeństwo ? 
Mnie szczególnie uderza polityka „prozdrowotna” rządu. Zamykanie lasów na wiosnę, sadzanie dzieci przed komputerami na wiele godzin, bez możliwości wyjazdu na ferie, zakaz działalności klubów fitness i siłowni, przy jednoczesnym działaniu centrów handlowych i sklepów. Przecież to kłóci się ze zdrowym rozsądkiem! Nie mówiąc o tym, że dla zdrowia psychicznego potrzebujemy kontaktów międzyludzkich! Taka polityka nie przynosi poprawy zdrowia ludzi. Jako „Góralskie Veto” będziemy oprócz postulatów gospodarczych, zwracać uwagę na ten aspekt. Naszym planem jest przygotowanie debaty na temat zdrowia, która dotrze do społeczeństwa. Poza tym jako naród jesteśmy jednym organizmem. Uważam, że wiele podziałów jest sztucznie podsycanych, aby polaryzować społeczeństwo. Wszyscy chcielibyśmy żyć w dobrze zarządzanym państwie, wśród ludzi, którym zależy na naszym życiu i zdrowiu. Powinniśmy być tolerancyjni, ale to powinna być zdrowa tolerancja, podyktowana głęboką empatią i chęcią pomocy innym ludziom. I nie dajmy się sztucznie dzielić!
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Ewa Majerska
 
 
 
 
 
 
Opublikuj na:

data wydruku: czwartek, 17 czerwca 2021 roku 05:29:55
adres dokumentu: http://www.joga-joga.pl//index.php?LANG=pl&page_ID=128&art_ID=2775