Vipassana. Wielka Cisza - tekst i foto Katarzyna Klonowska
Kalendarium Wydarzeń
Bądź w kontakcie
Wyszukiwarka Wydarzeń

Organizujesz wydarzenie?
 Dodaj je do naszego kalendarza!

Informacje Specjalne

pokaż wszystkie

Informacje

Organizujesz wydarzenie?
 Dodaj je do naszego kalendarza!

pokaż wszystkie

Partnerskie szkoły jogi

Vipassana. Wielka Cisza - tekst i foto Katarzyna Klonowska

wtorek, 23 września 2008

Katarzyna Klonowska

Vipassana jest jedną z najstarszych indyjskich technik medytacyjnych. Została odkryta na nowo 2600 lat temu przez Gautamę-Buddę i jest esencją tego, co praktykował i czego nauczał przez 45 lat swego życia. Technika medytacyjna jest prostym i praktycznym sposobem na osiągnięcie spokoju umysłu i prowadzenie szczęśliwego, pożytecznego życia. Vipassana znaczy “widzieć rzeczy takimi, jakimi są"; to logiczny proces oczyszczania umysłu poprzez samoobserwację. W dniach 7-18.02.07 w Grzegorzewicach pod Warszawą odbył się kurs medytacji. Oto relacja jednej z uczestniczek.

Klonowska, rocznik 74. Z jogą zetknęła się już w szkole podstawowej w lubuskim Drezdenku, na skraju Puszczy Noteckiej. Absolwentka Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni, rozpoczęła pływanie na stutysięcznikach tankowcach. Jest nawigatorem. Zwiedziła 5 kontynentów, poznała dziesiątki krajów, tysiące ludzi. Praca daje jej finansowy luz i 5 miesięcy wakacji na suchym lądzie. W tym roku za namową kolegi z Gdyni przybyła na kurs do Grzegorzewic. 10 dni seminarium, nauka nawigacji wewnętrznej. Czas milczenia, czas vipassany...(ac)

Vipassana. Wielka Cisza.-tekst Katarzyna Klonowska
To było 10 dni pod Warszawą, ok 70 osób w każdym wieku, niewielka przewaga kobiet, średnia 40 lat (20 - 65), w dwuosobowych pokoikach,dotrzymujących "zmowy milczenia". Nie porozumiewaliśmy się ze sobą, nie nawiązywaliśmy kontaktu wzrokowego, nie płaciliśmy za kurs (można było zostawić datek po, ale nie każdy się kwapił choćby symbolicznie), żarliśmy 2 razy dziennie pyszne wegetariańskie jedzenie robione przez woluntariuszy i zaczynaliśmy medytacje o 04.30, kończyliśmy o 21.30. Z małymi przerwami "obowiązkowego" siedzenia było 12 godzin dziennie.
Masakrycznie bolały nas plecy i nogi (część godzin siedzieliśmy w bezruchu, nie zmienialiśmy ułożenia ciała) oprócz oczywistego bólu prawdy o nas samych, którą trzeba było znieść.... (Ja dostałam krzesło, rozwalone w Chinach kolano ma się tylko gorzej, reszta znosiła dodatkowo ból w stawach kolanowych siedząc "po turecku")

- Po co w ogóle ludzie jeżdżą na kursy uczyć się medytacji?
- Nie mam najbledszego pojęcia. Może mają przeczucie, że większość cierpienia, jakie ich spotyka, to ich własny film? Wkręcanie się i brak samoświadomości? A może mieli przebłyski Wyższych Intuicji i teraz chcą oświecenia? Albo mają migreny lub raka i nic do stracenia? Albo wyznają jakieś religie i liczą na wglądy? Albo przeczuwają, że cały odbiór świata jest żałośnie subiektywny? Może nie lubią swojego Ego albo są odważni i lubią wyzwania? Kij wie. Pytałam tylko Jana, urodził się z tym wewnętrznym niepokojem każącym szukać odpowiedzi na pytania. I TU znalazł. W sobie.

Ja się tam wybrałam bo mnie temat dogonił. Od ponad pół roku spotykam ludzi, którzy mają wpływ na moje życie, emanują czymś takim... Ekhart, Tolle, Adam Bytof, Rem... Spokój ducha, ciepło, empatia...No i enmneagram... Moja dyletancka płytkość, zabawa rozumem, wieczna stymulacja ośrodka przyjemności i ucieczka przed nudą, strach przed nudą, rozpacz, kiedy na morzu zawiesza się komp...

Postanowiłam pójść za radą kochanego męża żeby raczej być "twardym a nie miętkim" i zrobić coś, co jest dla mnie najtrudniejsze. Motywacja raczej masochistyczna, może słuszniejszy byłby psychiatra ;-), ale ja już miałam setki przeczuć; a w Chinach przedsmak naprawdę głębokich wglądów.

Najpierw uczyli nas anapany, czyli koncentracji umysłu na oddechu. Pomyślałby kto, że nie ma się czego uczyć? Jesssuuu, jakiego niebywałego wysiłku woli trzeba, żeby utrzymać uwagę na oddechu bez ingerencji w jego przepływ!!! Po pierwszym dniu nauczyciel zadawał pytania typu "czy jesteś w stanie skupić się przez jedną minutę? "czy jak umysł gdzieś odpłynie, powędruje, czy możesz go przywołać do oddechu w ciągu 5 minut?". Ludzie!!! Co takie pytania sugerują? Jaka wstrząsającą prawdę o naszej woli i świadomości obnażają? Dla mnie nauki Gurdzijewa nigdy nie były tylko teoria, ale powiedzcie przechodniowi na ulicy, ze jest śpiąca maszyna poruszająca się jak cząsteczka ruchami Browna, ciekawe, co on na to...

W drugi dzień zawężaliśmy uwagę do obszaru dziurek w nosie, umysł był już mniej małpi i wyostrzył się dostatecznie, żeby rozpoznawać którędy oddech idzie i jakich obszarów dotyka. Na cholerę? Well... Oddech jest tą magiczna funkcja organizmu, która może być i mechaniczna i świadoma. Możemy go wstrzymać lub modyfikować, ale tylko do pewnego stopnia. I pierwszy się zmienia, kiedy się wkręcamy w jakąś reakcje (złość, smutek, pasje itd). Jak będziemy umieli utrzymać uwagę na naturalnym oddechu, to praktykując regularnie - zauważymy każdą jego zmianę w życiu codziennym.

Dopiero 4-go dnia zaczęliśmy właściwą medytacje vipassanę. "Porzuciliśmy" wtedy oddech i zaczęliśmy głęboki wgląd w ciało. Po co?
Na poziomie biologii najlepiej to wyjaśni mikrokinezyterapia czyli odkładanie się w mięśniach mikro skurczów i blokad psychosomatycznych, a na poziomie fizyki najwłaściwszy jest rzeczywisty, prawdziwy wgląd: osobiste doświadczenie faktu, że na powierzchni i wewnątrz naszego organizmu dzieje się tak dużo, że zewnętrzny świat może się przy tym schować!
Nie znalazłam swojej nudy i konfrontacji ze strachem przed nudą, bo przekonałam się, że pustka to tylko brak uważności!!!
Jednym z celów medytacji jest uwolnienie się od cierpienia. Czym jest cierpienie? No bieda, choroba, doświadczanie negatywnych emocji (np.jak nam ktoś przyleje słowem lub czynem), najogólniej jest to stan, w którym nie dzieje się tak jak byśmy chcieli. Nie spełnia się to, czego byśmy sobie życzyli a dzieje się cos niechcianego. Bóg, spartolil świat, nie powinien był tak go urządzać, my byśmy to zrobili lepiej. Świat nas nie dosyć poważa, ludzie - nie dosyć kochają i podziwiają, nasze ego się czuje nie dość ważne. Śmieszne? No,teoretycznie...

Ale jak siedzenie w kucki i wąchanie własnego nosa tudzież obserwacja wrażeń z ciała mogłaby pomoc? O tym się już trzeba przekonać osobiście. Praktycznie.

Najpierw się wyostrzony treningiem anapany umysł prowadzi po skórze całego ciała, fragment po fragmencie i obserwuje - nie reagując - na wrażenia. Można dokładnie poczuć nawet koniuszki palców! Można rozćwiczyć umyśl do odczuwania kilku fragmentów ciała jednocześnie, wreszcie można uzyskać niemal orgazmiczny swobodny przepływ uwagi i świadomość bycia czysta wibrującą energia! Razem z obserwacja wrażeń widzimy myśli. Dialog wewnętrzny ucichł i teraz możemy być świadkami prapoczątku odruchu reagowania na wszystko pragnieniem lub niechęcią, przywiązaniem lub odrzucaniem. Klasyfikujemy wszystko, nadajemy wartość temu co jest i skazujemy się tym samym na wieczna tułaczkę od unikania bólu po zdobywanie gratyfikacji. A tym jest przecież cierpienie! Brak zgody na to co jest!

Powstrzymanie się od wartościowania i reagowania rozpoczyna potężny proces oczyszczający. Czasem bywa wstrząsający, czasem łagodny. Bywa, że odklejają się stare traumy, razem ze zignorowanym potwornym bólem pod lewa łopatką - wypływa myśl o pierwszym wstydzie i rozpuszcza się w świetle czystej uważności. Setka starych reakcji rozpływa się i już nigdy nie będzie nas straszyć!

Jak jesteśmy już dostatecznie gotowi, żeby zrozumieć jeszcze więcej, przychodzą wnioski. Każdy wgląd w rzeczywistość chwili obecnej bez reagowania na nią przywiązaniem lub niechęcią daje poczucie wzbudzenia ze snu. Jeszcze niedawno przegapialiśmy TERAZ, umysł zawlekał nas w przeszłość, której przecież nie ma, puszczał pozacinane płyty wspomnień, czasem modyfikował dialogi, ewentualnie fantazjował, wyobrażał sobie co będzie. Teraz nie przegapiamy.

Kolejny - wydawałoby się banał - Zmienność. Niby wiemy, niby pamiętamy, że jedyną stałą cechą życia jest zmienność, że po nocy dzień, po zimie wiosna, po smutku radość itd. Wiemy? Jak czujemy chandrę i apatię, świat nam się wydaje niegościnny i bezsensowny, to wiemy? Wiemy, że to minie?

Obserwując wrażenia ciała, pamiętając samych siebie i będąc siebie świadomymi obserwujemy i doświadczamy tej zmienności, płynności, czujemy ze ciągły flow (przepływ) jest elementem wielkiego tańca życia. Wiedza przestaje być teoretyczna, zaczyna być naszą wewnętrzną prawdą.
I teraz, jeśli będziemy praktykować uważność, może mniej będziemy nieszczęśliwi?
Nikt nie doznał oświecenia, nikt nie uwolnił się od cierpienia raz i trwale ale jest duża szansa ze teraz, jak mi ktoś da czymś w dziob, to będę czuła złość lub rozpacz krócej. Wkręcę się na jakiś czas a po tym sobie przypomnę, ze wszystko płynie, że to też się zmieni, że taka jest rzeczywistość chwili obecnej a Bóg wcale nie jest idiotą, zauważę, że przyśpieszył mi się oddech i skurczył żołądek, zauważę zaciśnięte szczęki i pięści i zwrócę się na chwile do wnętrza, jedynej rzeczywistości jaką mam...

Najgłębsze zrozumienie wszyscy cały czas mamy pod skórą, że każdy człowiek, każda istota cierpi bo nie znajduje miłości, bo tupie i krzyczy, żeby mu dać cukierka zamiast być świadomym obserwatorem tańca form. Jesteśmy tacy sami, jesteśmy jednym, każdy oprawca zasługuje na współczucie bo nie wie, nie jest świadomy, nie czuje przepływu.

Świadomość to wolność od wewnętrznych przymusów, świadomość to miłość i współczucie dla wszystkich.
W ostatni dzień nauczyliśmy się metta bawany, medytacji pokoju i miłości do wszystkich istot. Przeżyliśmy wstrząsającą operacje na najgłębszych warstwach umysłu, teraz potrzebujemy kojącego balsamu na otwartą ranę. Jesteśmy zanurzeni w oceanie spokoju i emanujemy nim na zewnętrz. Życzymy każdemu, żeby zaznał takiej błogiej ulgi zrozumienia i odczucia czym jest życie, czym jest istota wszechrzeczy, że cierpienie jest niewiedzą i oddaleniem od oceanu miłości i współczucia, oddaleniem od rzeczywistości chwili obecnej. I pamiętamy, że nasze przeczucie i wzruszenie przeminie jak wszystko i znowu będzie bywało raz tak raz tak, znowu się damy wkręcić, ale i to minie.

Myślę, że bez takiego kursu nie da się zrozumieć praktycznie tego, o czym ja się tu aż tak rozwlekłam, cholera, a klepie drugą godzinę...Czułam, że tak będzie...

Nie namawiam, chociaż ja tam na pewno wrócę. Nawet po masakryczny ból w plecach i niemożność zgarbienia się dla ulgi. Świadomość przemienia.

Ufam, że będzie się teraz we mnie pojawiała na parę chwil dziennie a nie na parę chwil w życiu...

Amen. Idę posiedzieć.

Prościej i fachowiej o vipassanie: http://www.pl.dhamma.org/
Wyszukiwarka Wydarzeń

Organizujesz wydarzenie?
 Dodaj je do naszego kalendarza!

Joga i Medytacja
Polecamy
JOGA SKLEP - Akcesoria do Jogi