Jak człowiek z ADHD przysiadł do medytacji…Aleksandra Łojek-Magdziarz
Dołącz do nas na
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA


Jak człowiek z ADHD przysiadł do medytacji…Aleksandra Łojek-Magdziarz

  • poniedziałek, 19 grudnia 2011
  • autor: Aleksandra Łojek-Magdziarz
Człowiek z ADHD czyli ja. Prokrastynatka, nie mogąca się skoncentrować na jednej czynności, co nazywam, dla ochrony psychicznej samej siebie, multitaskingiem, a tak naprawdę jest błyskawicznym nudzeniem przy wykonywaniu jednego zadania.
Uwiedziona zostałam nie tak dawno tai chi. Lata temu ćwiczyłam przez spory czas karate kyokushin, a jako dziecko kochałam się w Bruce Lee oraz przez całe dwa tygodnie byłam krisznowcem (bo dobrą kaszę dawali), więc tai chi było naturalną konsekwencją zainteresowania się Dalekim Wschodem.
Aleksandra Łojek-Magdziarz
Co prawda, zadziwia mnie fakt, że ludzie wierzą w to, iż wyciąganie na przemian ręki lewej i prawej w górę i w dół niweluje bóle wątroby, a wciśnięcie kciuka pod nos może przebudzić epileptyka (tak mi powiedział mistrz Zhu), ale dałam szansę tai-chi i tak, bo mam nerwy w strzępkach.
Mój partner, człowiek o spokoju Buddy (zacytuję może kilka jego stwierdzeń: „Kochanie, schowałaś masło do lodówki na miejsce? czy coś jest nie tak?” czy „pozbierałaś po sobie naczynia? Co się dzieje?”), medytuje. Czasem. Co gorsza, odnoszę wrażenie, że mu to pomaga. Przynajmniej o tyle, że go błogi spokój ogarnia w odpowiedzi na paniczne poranne pytania z mojej strony o to, gdzie są a) skarpetki, b) telefon, c) torba, d) Kindle. Oddycha może ciut szybciej, ale nie dochodzi do przemocy domowej, co jest przecież wielkim osiągnięciem. Zatem postanowiłam spróbować.
Usiąść na łóżku w pozycji odpowiedniej i stać się jednością ze wszechświatem.
(Choć jest to niemiłe zadanie. Stać się jednością ze światem oznacza przecież też, że stanę się jednością z Kadafim, Bushem czy, na przykład, moją panią od wychowania technicznego z liceum. Tego ostatniego zwłaszcza bym nie zniosła. I tak odczuwam dyskomfort, że oddychałyśmy tym samym powietrzem, gdy kpiła bezlitośnie z mojego pisma technicznego - zamiast od razu zasugerować orientalistykę, gdzie duży nacisk się kładzie na ozdobną kaligrafię.)
Uznałam więc, że stanę się jednością ze wszechświatem w obrębie mojego belfaskiego bloku tylko (wyjąwszy mieszkanie gospodarza domu, który, moim zdaniem pracuje w Mi5).
Zatem siadłam. Zamknęłam oczy. Oddech wzięłam głęboki.
Wypuściłam.
Czy to nowotwór? Przemknęło mi przez myśl, gdy przy wydechu zaświstało mi coś w płucach.
Przecież nie palę. Ale na 100 00 osób 3 nie palaczy zachoruje na nowotwór płuca (jednego, czy obu jednocześnie?), paskudna śmierć.
Wdychałam dym papierosiany wiele lat. Czy Paul Newman palił?
Wdech. Wydech. Nie świszczy. Wyzdrowiałam. Medytacja czyni cuda.
Za to zakłuło w uchu.
W uchu kłuje co jakiś czas. Moja Mama ma tinnitus (to uporczywe dźwięczenie w uchu, może być oznaką wylewu, ale może też występować samoistnie w pewnym wieku. Moja Mama na szczęście nie należy do osób, które wolałyby mieć wylew, niż przyznać się do tego, ile mają lat, ostatnio rzadka to cecha.)
Moje ukłucie jest bezdźwiękowe. To dobrze czy źle?
Czy wyłączyłam telefony?
Wdech. Wydech.
Kiedy wypuszczam powietrze, mam poluzować mięśnie brzucha. Tak całkiem? To niebezpieczne. Gdzie się kończy brzuch?
Chińskie dzieci sąsiadów biegają po korytarzu.
Obiecałam sobie niedawno, że się pouczę chińskiego. Znam kilkanaście zwrotów, ale i tak nikt mnie nie rozumie, bo są po mandaryńsku, a Chińczycy, z którymi się codziennie spotykam, mówią po kantońsku. Albo odwrotnie.
Czy faktycznie „capa chino” oznacza „chiński bękart?” po włosku? Chińczyk mi to dzisiaj powiedział, który się podkochiwał we Włoszce, jak widać, nieskutecznie.
Acha. Wróć. Medytuję.
Głodna jestem. W domu masa resztek dyni po okropnej mordzie, którą zrobił partner, by skusić z okazji Haloween lokalne dzieci, aby wpadły do nas po polskie ptasie mleczko.
Ptasie mleczko jest ohydne, swoją drogą. Zjadłabym kaszankę. Choć nie wiem, czemu.
Wróć.
Prysznic szumi. Się mu poluzowało coś, co się luzuje w prysznicu. Wstanę, bo to chińska, nomen omen, tortura, to rytmiczne bulgotanie.
Nie. Medytuję.
Spokój i wolne ruchy, jak mawiał mój ulubiony sprawozdawca sportowy z Kielc. Miał w zwyczaju zachwycać się zachodem słońca w kluczowych momentach meczu. Kiedyś też byłam sprawozdawcą sportowym. Na koloniach. Dostałam mikrofon i komentowałam mecz piłki nożnej, nie mając pojęcia, co to jest spalony.
Moi studenci mi kiedyś usiłowali wytłumaczyć, co to jest spalony, rozrysowując sytuacje na kawałku serwetki w knajpce, w której spotkaliśmy się po zakończeniu kursu z ideologii dżihadu.
Wróć. Medytuję.
Hinduscy sąsiedzi przygotowują curry, zapach drażni moje medytujące nozdrza.
Wdychanie w tych warunkach jest graniem na nosie żołądka. Zabawnie powiedziane, prawdaż?
Czy byłoby możliwe nakręcenie Monty Pythonowskiego „Żywot Briana” w czasach politycznej poprawności? A Beksinski (Tomek) w ostatnim felietonie, w którym żegnał się ze światem (następnego dnia popełnił samobójstwo) napisał coś o „Murzynach” z dużą niechęcią. Nieładnie. Ale nic dziwnego, całe życie spędził w czterech ścianach domu na przemian ze studiem.
Wróć. Oddycham. Nie myślę. Podobno to banalnie proste - nie myśleć.
Ot tak, nie myśleć. Hahaha, znam takich, co w takim razie ciągle medytują.
Wróć.
Spokój. Postanawiam się rozpłynąć we wszechświecie (rozpłynąć jednak nierównomiernie. Chce sterować owym rozpłynięciem się. Są tacy, których wcale nie chcę odwiedzać jako wolno fruwająca niemyśląca część mnie).
Wdech.
Ukłucie.
W łokciu. Nie mam łokcia tenisisty, bo nie gram w tenisa od trzech lat.
Wszechświat. Się rozszerza czy nie? co z tym neurtino? I jak się technicznie mierzy ich prędkość? kto je łapie?
Wróć.
Nie zadzwoniłam do X. Zadzwonię po medytacji.
Czas płynie jakoś tak nerwowo. Cierpną mi nogi. Niedobrze, że mi cierpną nogi. Nie powinny. Niepokojące to.
Wróć.
Coś zgrzyta w zamku do drzwi. Dzięki Bogu, to on.
„Kochanie, jesteś? dzień dobry!
Czytam właśnie Politykę. Co jemy?”
Wszechświat poczeka. Czas na pomidorową.
Aleksandra Łojek-Magdziarz – socjolog i iranista (Uniwersytet Jagielloński), tłumaczka książki („The Dual Nature of Islamic Fundamentalism” J.Jansena), redaktorka naukowa książek o islamie, dziennikarka (pisała, m.in. do The Guardian, Wyborczej, Metra i wielu, wielu innych gazet i magazynów, polskich, brytyjskich i irlandzkich), prezenterka Vysegrad Show w irlandzkim radiu Faille, niespełniona wciąż pisarka. Pierwszy polski mediator w NI, który od mediacji woli pomidorową.
Prowadzi bloga www.dżihadolog.wordpress.com, na którym rozprawia się z mitami dotyczącymi islamu i islamistyki oraz blog http://doktorant-na-obczyznie-londyn.com/
Mail: olalojek@googlemail.com
 
Opublikuj na:
  
kalendarium wydarzeń
Poprzednie
Października 2018
Następne
PWŚCPSN
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
pokaż wszystkie
więcej
pokaż wszystkie
Partnerskie szkoły jogi
  

Partnerzy portalu
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

  
Joga Portal - Pierwszy, ogólnopolski serwis joga-joga.pl - Kraków - Poznań - Wrocław - Trójmiasto - Lublin
Wakacje z joga, wakacyjne kursy jogi oraz wyjazdy organizowane przez szkoły Jogi z całej Polski. Wyszukiwarka szkół jogi: Kraków, Poznań, Wrocław, Trójmiasto, Lublin a także wiele innych miast z całej Polski. Pozycje jogi, joga na DVD, książki o jodze,joga-sklep, forum a także medytacja, ajurweda, kursy rozwoju oraz masaż tajski. Najnowsze wydarzenia, pytania oraz odpoweidzi, wywiady oraz joga w ciąży i joga dla dzieci - Indie i joga w Indiach a także abc jogi i wakacje z jogą podróżowanie po Azji
likesoft