Medytację można najprościej określić jako doświadczanie nieograniczonych możliwości naszego umysłu pad warunkiem, że posiedliśmy sztukę panowania nad swoimi myślami. Umysł można porównać do nieba, które najczęściej jest zakryte wieloma często ciemnymi chmurami. Gdyby udało nam się usunąć chmury, to zobaczylibyśmy bezkresny błękit w całym jego pięknie. Podobnie jest z umysłem. Jeżeli jest on stale "zachmurzony" negatywnymi lub często po prostu zbędnymi myślami, to nigdy nie będzie można doświadczyć tego, co jest poza tą zasłoną, czyli prawdziwej natury umysłu.
Moja tegoroczna dalekowschodnia eskapada zaprowadziła mnie do Tajlandii. Podróżując w ubiegłym roku po południowych Indiach spotkałam niezależnie od siebie 4 różne osoby, z 3 różnych stron świata, które opowiadały o medytacji w Suan Mokkh w Tajlandii. Bardzo zapragnęłam tam pojechać. I udało się.
Rzadko się nad tym zastanawiamy - my dorośli - jednak świat wygląda zupełnie inaczej, kiedy jesteśmy dziećmi. I nie mam tutaj na myśli tego, że ewolucja świadomości wymaga od nas zmiany sposobów postrzegania otaczającego nas świata - najpierw widzimy go jako mechanizm, później jako arenę zmagających się sił natury, wreszcie z perspektywy budującego się ego i dalej - przy odrobinie szczęścia - również z poziomów przekraczających świadomość ego. W większości przypadków konieczność dorastania i bolesnego dojrzewania umysłowego wiąże się z akceptowaniem własnych ograniczeń i pewnej kompromisowej wizji świata. Musimy iść na ustępstwa, ponieważ świat nie należy do nas. Musimy go dzielić z innymi.