Facebook
kalendarium wydarzeń
Październik 2014
PWŚCPSN
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031 
więcej
pokaż wszystkie
Partnerskie szkoły jogi
  
bądź na bieżąco !


Joga Ashtanga. Podstawy dynamicznej jogi krok po kroku. Jon Scott. Recenzja. Paweł Jarnicki

  • piątek, 12 lipca 2013
  • autor: Paweł Jarnicki
Wnikliwa, dokładna, erudycyjna recenzja pierwszej książki o asztanga jodze w Polsce czyli pozycji John Scott, Joga Ashtanga. Podstawy dynamicznej jogi krok po kroku, tłum. Stefan Kruś, Oficyna Wydawnicza Delta W-Z, Warszawa, 2003, ss.141, pióra Pawła Jarnickiego
 
Oto książka jednego z najbardziej rozpoznawalnych obok Davida Swensona, Lino Miele, Kino MacGregor, nauczycieli asztanga wijnasa jogi. Miałem przyjemność spotkać Johna Scotta w 2009 r. w Londynie na kilkudniowym warsztacie, zrobił na mnie jak najlepsze wrażenie - pomimo tego, że na sali ćwiczyło około 60-70 osób, korygowany byłem wielokrotnie. Scott nie siada bowiem, kiedy prowadzi zajęcia, nie można też nawet powiedzieć, że przechadza się po sali, on zatrzymuje się tylko na czas wykonania korekty. Korygując jedną osobę rękami, drugą koryguje nogą (jedną kiedy stoi, dwoma kiedy siedzi), a kiedy już ustawi korektę, podnosi wzrok i rozgląda się, do kogo podejdzie za chwilę, kiedy przechodzi od jednej osoby do drugiej, nie robi więc ani jednego zbędnego kroku, tak przynajmniej było na tym warsztacie.
Joga Ashtanga. Podstawy dynamicznej jogi krok po kroku. Jon Scott. Recenzja. Pawel Jarnicki
autor recenzji i John Scott w Londynie w 2009 r
Co ciekawe, Scott uczy w tak zwanym stylu full vinyasa. Rzadkość - w tym stylu robi się powitanie słońca A między wszystkimi pozycjami (czyli nawet między wszystkimi siedzącymi powraca się do samasthiti). Pełna vinyasa między wszystkimi pozycjami ma nas uwolnić od postrzegania asan jako celu samego w sobie. Ten sposób ćwiczenia jest też, wedle Scotta, bardziej medytacyjny - Nowozelandczyk zaleca nieustanne liczenie w myślach (w sanskrycie) w czasie praktyki, co ma nas odciągnąć od codziennych myśli i uspokoić umysł.
Scott to niewysoki mężczyzna o wielkiej charyzmie, jego zajęcia wspominam świetnie, wykład o filozofii jogi miał przede wszystkim te plusy, że abstrakcyjne kwestie tłumaczył sytuacjami życia codziennego; kiedy Scott zaczął opowiadać, że widzi sylabę OM na ulotce londyńskiego metra w wyrazie HOME i powiązał znaczenia angielskiego wyrazu i świętej sylaby, zrozumiałem, że ma duszę artysty. Wróćmy do książki.
Kiedy zaczynałem ćwiczyć asztanga winjasa jogę, w 2005 r. książka ta leżała już przeceniona w składnicach księgarskich.
Jak to się stało, że w 2003 roku (data przybliżona) w Polsce wydana została książka światowej klasy nauczyciela metody, której niemal nikt jeszcze w Polsce nie uczył? (Radek Rychlik zaczynał pod koniec 2002 r. w Warszawie). Jest to najpewniej dziełem przypadku, książka ta miała być wydawnictwem typu poradnikowego (w stylu joga dla każdego, dla zapracowanych czy dla żółtodziobów). Jeśli przyjrzymy się okładkom polskiej i angielskojęzycznym, zauważymy, że na polskiej nazwisko autora nie zostało w ogóle odnotowane, co przy światowej klasy nauczycielu musi dziwić i oznaczać tylko może brak świadomości wydawcy o "marce" nazwiska John Scott, o randze przedmowy autorstwa Pattabhiego Jois'a - odnotowanych na angielskojęzycznych okładkach - nie wspominając. Polska okładka eksponuje jedynie słowa Stinga i Trudie Styler. To pierwszy poważny błąd wydawców.
Joga Ashtanga. Podstawy dynamicznej jogi krok po kroku. Jon Scott. Recenzja. Pawel Jarnicki
 okładka anglojęzycznego wydania książki Johna Scotta
Książkę "przełożył: prof. dr hab. Stefan Kruś". Profesor Stefan Kruś to urodzony w 1926 r. patomorfolog, który pracował w Akademii Medycznej w Warszawie (obecnie na emeryturze). Wygląda więc na to, że to wydawnictwo, wybrawszy "kasową" pozycję o jodze, zwróciło się - przypuszczalnie uznawszy, że trzeba się tu znać na anatomii - do profesora medycyny z propozycją dokonania tłumaczenia. Profesor Kruś jest autorem i redaktorem podręczników dla studentów medycyny, nie jest jednak specjalistą od jogi ani filologiem. To drugi poważny błąd wydawców, bo joga - choć nie asztanga - już w Polsce wcześniej istniała i istniała też tradycja tłumaczenia konkretnych terminów jogicznych na język polski, co każdy uczciwy filolog czy to polski, czy angielski, czy indyjski oczywiście powinien wychwycić i się do wcześniejszych decyzji tłumaczy zastosować lub ustosunkować. Wydawca miał okazję poprawić ten błąd, gdyż książka miała najprawdopodobniej dwa wydania. Wydawca nie podaje ani roku wydania, ani nakładu, przybliżona data pierwszego wydania to rok 2003, drugiego rok 2009.
Korespondowałem na ten temat z Radkiem Rychlikiem i napisał: "Zrobiłem im z własnej inicjatywy korektę do tej książki (to było mniej więcej w 2003 r.), ale długo trwało, zanim uwzględnili jakiekolwiek moje poprawki, większości błędów nie poprawili". Nieuwzględnienie poprawek Radka to trzeci poważny błąd wydawców.
Podsumowując, mamy tu sytuację, kiedy komercyjne wydawnictwo wybiera książkę światowej klasy nauczyciela - to są plusy (przypadek), minusy są takie, że 1) nazwiska tego nauczyciela nie eksponuje się na okładce, 2) tłumacza wybiera się według błędnego kryterium, 3) nie uwzględnia się korekty zrobionej za darmo przez polskiego nauczyciela opisywanej metody.
Do czego to doprowadziło? Na początek losowo trzy kwiatki: pariwritta trikonasana to "trójkąt obrotowy", parśwottanasana to "skłon do przodu i boku", mostki wykonywane ze stania to "mostek rozwinięty". A kwiatków wystarczyłoby tu na niejeden bukiet.
 Konstrukcja książki Johna Scotta jest następująca: po spisie treści jest dedykacja (dla Pattabhiego Joisa), potem mantra rozpoczynająca (tu nazwana "inaugurującą"), krótka przedmowa Pattabhiego Joisa, wprowadzenie Scotta, potem trzy rozdziały:
I "Joga Ashtanga", w którym Scott bardzo skrótowo przedstawia filozofię jogi,
II "Vinyasa", w którym opisuje techniki właściwe tej metodzie i
najobszerniejszy rozdział III "Ćwiczenia praktyczne", gdzie następuje opis poszczególnych asan pierwszej serii.
Rozdział III dzieli się następnie na trzy "cykle": 1. - pozycje stojące, 2. - od siedzących do mostków, oraz 3. - świeca i dalej; po trzecim rozdziale następuje mantra końcowa (tu nazwana "zamykającą") oraz skorowidz i podziękowania autora. Wydawca nie orientował się zupełnie, z jaką książką ma do czynienia. Do recenzowanej książki przedmowę napisał rozpoznawalny na całym świecie nie tylko w społeczności joginów Pattabhi Jois (o śmierci ilu nauczycieli jogi bowiem donosiłyby światowe media jak BBC?) Przedmowa jest oczywiście bardzo krótka i grzecznościowa: "Błogosławię Johna, tę książkę i osoby, które będą ją czytać" (s. 8), niemniej należy podkreślić, że oznacza ona akceptację guru dla przedstawionych w niej treści, do czego jeszcze wrócimy.
Joga Ashtanga. Podstawy dynamicznej jogi krok po kroku. Jon Scott. Recenzja. Pawel Jarnicki
okładka anglojęzycznego wydania książki Johna Scotta
We wprowadzeniu Scott opowiada między innymi historię, jak w swojej młodości odkrył asztanga jogę - oto zbuntowany 27 latek wyjeżdża z Nowej Zelandii, by, szukając "czegoś, co dałoby mu większe zadowolenie w życiu" (s. 9), imać się różnych doraźnych prac, a przede wszystkim uprawiać surfing na greckich falach. W Grecji spotkał swojego pierwszego nauczyciela, Dereka Irelanda, by następnie wyruszyć do południowych Indii, do Mysore, do Pattabhiego Joisa.
Kiedy precyzuje cel tej książki, stwierdza, że nie da się w niej ukazać "głębi potrzebnej do osiągnięcia jedności umysłu, ciała i ducha" (s. 10), osiągalne jest natomiast przedstawienie "kluczowych zasad i technik" (s. 10). Scott bardzo skrótowo więc i bez zachowania proporcji w rozdziale "Joga Ashtanga" omawia kolejne stopnie jogi, nijamy są przykładowo wymienione tylko z nazwy. Ta pobieżność w prezentowaniu pozostałych stopni jogi wynika z tego, że istotą nauczania asztanga winjasa jogi (jak zresztą i pozostałych odmian hatha jogi) jest założenie, że praktyki związane z trzecim i czwartym stopniem jogi (asanami i pranajamami) umożliwią rozumienie pozostałych stopni jogi, z których kluczowe będą pierwsze dwa (warunek osiągnięcia kolejnych), czyli z grubsza zasady etyczne i moralne, regulujące nasze relacje ze społeczeństwem i kształtujące pożądane postawy. Wedle Scotta bowiem, pierwsze cztery stopnie (jamy, nijamy, asany, pranajamy) są "dyscyplinami zewnętrznymi, których systematyczne uprawianie stwarza stan fizyczny i umysłowy, umożliwiający samoistny rozwój pozostałych czterech członów wewnętrznych" (s. 17), (czyli pratjahary, dharany, dhjany i samadhi).
W rozdziale drugim, zatytułowanym "Vinyasa" znajduje się omówienie trzech bandh (mula, uddijana, dżaladhara) i punktów wpatrywania (driszti) oraz oddechu udżdżaji. Tak - wbrew temu, co mówi część nauczycieli asztangi, Scott mówi o oddechu udżdżaji i używa tego określenia wielokrotnie (a przypomnijmy - Pattabhi Jois zaakceptował tę książkę). Bardzo znaczące też, że omówienie powitań słońca znajduje się właśnie w rozdziale zatytułowanym Vinyasa. Jest tu też wspomniane zbyt rzadko chyba używane w Polsce pojęcie tristana: "jest połączeniem trzech głównych cech jogi Ashtanga: opanowanej synchronizacji oddechu z ruchem, bandh i drsthi" (s. 23).
Układ początku książki - opis filozofii i technik - jest więc standardowy, zgodny z poetyką podobnych książek. Pewnego wyjaśnienia może natomiast wymagać podział tego, co nazywamy zwykle pierwszą serią na trzy części. Otóż właściwą pierwszą serią jest to, co zawarte jest tu w podrozdziale "Cykl 2", czyli sekwencja ćwiczeń od pozycji siedzących do mostków (choć wygięcia do tyłu - mostki - są zwykle przedstawiane jako odrębna sekwencja), pozycje stojące wykonuje się bowiem również przed drugą serią, tak samo jak świecę i stanie na głowie - nie należą one do pierwszej serii, choć wykonuje się je zawsze przed i po właściwym "wkładzie" pierwszej serii.
 Joga Ashtanga. Podstawy dynamicznej jogi krok po kroku. Jon Scott. Recenzja. Pawel Jarnicki
 John Scott
Na s. 25 - w rozdziale "Vinyasa" znajduje się schemat powitań słońca A, na s. 26-27 powitań słońca B. Powitania A są przedstawione poprawnie - zwraca uwagę tylko jeden szczegół. W książce Scotta znajdziemy ślad starej szkoły, jeśli chodzi o punkty wpatrywania - według aktualnego przekazu w uttanasanie z głową do góry (trini) w powitaniach słońca obowiązuje wzrok na czubek nosa, tu mamy jeszcze wzrok na "trzecie oko", czyli punkt między brwiami (tak uczy np. Śeśadri [Sheshadri], uczeń BNS Iyengara). Jedno tylko zastrzeżenie do opisu tzw. kija (ciatwari): "wykonaj wydech, upadnij, patrz w kierunku nosa" (s. 24). Upadnij! Podobnie mylący, choć inaczej, opis kija (ciatwari) w powitaniach słońca B: "podczas wdechu unieś się na rękach, patrz w kierunku czubka nosa" (s. 26) - wkradają się tu już dwa błędy: nie unosimy się bowiem, ale schodzimy w dół, ale ten błąd można jeszcze samodzielnie skorygować patrząc na zdjęcie, drugi błąd jest poważniejszy, a, co gorsza, powtórzony zostaje w podpisach pod zdjęciami na schemacie - w tym miejscu bowiem robimy wydech. Ten drobny błąd czyni schemat powitań słońca B bezużytecznym - po ciatwari bowiem wszędzie tam, gdzie powinien być wdech, jest wydech, a gdzie wydech wdech. Według opisu robimy tu też dwa wdechy z rzędu (3 trini, 4 ciatwari), by potem zrobić dwa wydechy (5 pańcia, 6 szat) jeden za drugim. Przy psie z głową do góry raz wzrok jest skierowany na czubek nosa (5 pańcia), a potem na trzecie oko (9 nawa, 13 trajodasia) - to błąd, stara szkoła - wzrok na "trzecie oko", aktualny przekaz "czubek nosa", ale zawsze konsekwentnie. O ile więc powitania A można zrobić na podstawie polskiego wydania książki Scotta, o tyle poprawne wykonanie powitań B jest niemożliwe. Jeszcze jedno: przejście z 'psa z głową w dół' do uttanasany z głową do góry (15, pańciadasia) opisane jest komendą: "podczas wdechu unieś pośladki".
To wszystko, tyle wystarczy.
Odrębne podrozdziały poświęcił Scott "Technikom pośrednim A" oraz "Technikom pośrednim B". Są to uwagi, które mają pomóc początkującym i ukazać kolejne etapy dochodzenia do docelowego sposobu wykonywania powitań słońca A i B. Zawierają się tu np. ostrzeżenia, żeby nie zatrzymywać oddechu w czasie skoku do tyłu z uttanasany do kija (4, ciatwari), choć oczywiście jakość tłumaczenia sprawia, że mogą zostać opacznie zrozumiane. Uttanasana z głową w dół: "Aby wydłużyć mięśnie tylnej części uda, rozłóż ciężar między stopy i ręce. Potem oprzyj się na rękach i naciągnij w górę mięsień czworogłowy uda, ile się da, aby wyprostować nogi bez naciągania pleców" (s. 28). Nie analizując wszystkich błędów zawartych w tym zdaniu - intencja, jeśli dobrze rozumiem (w zasadzie domyślam się), była taka, żeby powiedzieć, że nóg nie trzeba w tej pozycji prostować do końca, jeśli powoduje to napięcie w plecach, mamy tu tymczasem sformułowanie "ile się da", które w języku polskim oznacza tak mocno, jak się da. Przypuszczalnie tłumacz nie dokonał tu zmiany składni, co skutkuje zdaniem, które może zostać zrozumiane odwrotnie od oryginału. Powinno to brzmieć mniej więcej tak: "oprzyj się również na rękach, podciągnij mięsień czworogłowy uda, po to by prostować nogi, ale tylko tyle, aby nie powodować napięcia pleców". Idea opisu "technik pośrednich" należy jednak do bardzo cennych, osoby, które już były na jakichś zajęciach, przy odrobinie inwencji własnej (domyślania), będą w stanie z części tych porad skorzystać.
Odrębny opis "Zakończenie ćwiczeń przez początkujących" (s. 32) roi się od błędów: zamiast "wyprostuj kręgosłup", mówi się tu "rozciągnij kręgosłup"; przy opisie pozycji lotosu pojawia się takie zdanie: "Rozluźnij mięśnie łydki i piętą dolnej części brzucha dotknij miejsca nad spojeniem łonowym", tak, piętą dolnej części brzucha. Jeszcze jedno - kto jest w stanie położyć się do siawasany w ten sposób: "Trzymając zgięte nogi, opuszczaj plecy na matę kręg po kręgu, mając wyprostowany kręgosłup"? Czy to możliwe, żeby kłaść kręgosłup kręg po kręgu, trzymając go jednocześnie wyprostowanym?
Joga Ashtanga. Podstawy dynamicznej jogi krok po kroku. Jon Scott. Recenzja. Pawel Jarnicki
rysunki autorstwa Johna Scotta
Na uwagę zasługuje, "unaukawiające" publikację, zamieszczenie skorowidza. Skorowidz ma ułatwić korzystanie z książki, ma umożliwić jej nielinearną lekturę - byśmy np. po nabraniu pewnych wątpliwości, nie musieli wertować całej książki, a znaleźli odnośnik do strony, na której nasze wątpliwości się rozwieją. Co ciekawe, w skorowidzu tym znajdują się nie tylko sanskryckie nazwy asan, czy innych obcych terminów, ale i ich tłumaczenia - znajdziemy tu więc i hasło "Virabhadrasana", i hasło "Wojownik". Wynika z tego, że skorowidz w oryginale został pomyślany tak, by umożliwić czytelnikowi, który nie zna jeszcze sanskryckich terminów, odnalezienie danej pozycji po jej tłumaczeniu. Ta idea nie została urzeczywistniona w polskim tłumaczeniu wskutek niedostosowania tłumaczenia do polskiego obyczaju językowego. Czyni to polskojęzyczną część indeksu nieprzydatną - czy ktoś używa na zajęciach takich oto nazw: "Zgięte kolano A", "Zwijanie się do tyłu", "najdalej w lewo"? Co interesujące - i to już chyba uwaga nie tylko do tłumaczenia - hasło "joga" odsyła tylko do jednej strony, tak samo, jak i hasło "kciuki", "nogi", czy "organizm" lub "prostnica".
W książce Scotta znajdują się też fragmenty, dla których człowiek z kultury Zachodu musi wykazać wiele życzliwości: "Osiągnięcie Samadhi oznacza jedność z bogiem Siwą" (s. 17). Czy jest to sine qua non jogi? Wydaje się, że nie. To, że w przekazie Pattabhiego Joisa joga jest spleciona z hinduizmem, wynika z jego kulturowego pochodzenia i nie oznacza, że taką jogę musimy uprawiać na Zachodzie. Pierwotnie bowiem klasyczna joga była filozofią, czy światopoglądem ateistycznym (nie ma to nic wspólnego ze współczesnym wojującym ateizmem), który może, lecz oczywiście nie musi, być łączony z innymi religiami.
Muszę przyznać, że zawsze mam mieszane uczucia, gdy widzę ludzi z Europy czy Ameryki, którzy traktują boga Śiwę i innych hinduskich bogów poważnie i naśladują religijne zachowania Hindusów. Podkreślmy, że nie mówię tu o przypadkach głębokiego i autentycznego przejścia na inną religię. Według mnie jedynym rozsądnym podejściem do hinduskich bogów jest (w uproszczeniu) podejście analogiczne do podejścia do bogów starożytnych Greków - są to dla nas stymulujące intelektualnie, ale bardzo abstrakcyjne pojęcia, które w tamtej kulturze coś wyrażają (wyrażały), ale przecież to jest tamta kultura, nie nasza.
 Joga Ashtanga. Podstawy dynamicznej jogi krok po kroku. Jon Scott. Recenzja. Pawel Jarnicki
rysunki autorstwa Johna Scotta
Jeśli ćwiczyliście kiedyś asztanga winjasa jogę, zetknęliście się z pewnością obrazkami znajdującymi się powyżej. Te kserowane wielokrotnie z kser schematy pierwszej serii nigdy chyba nie ujawniają, kto jest autorem tych rysunków. Otóż jest to kompilacja obrazków pochodzących z książki Lino Miele Astanga Yoga (okładka na il. 9), którą uznać można bez przesady za oficjalną wykładnię asztanga winjasa jogi (miała 8 lub więcej wydań). Jest to prawdziwy must have i jeśli ktoś się przymierza do tłumaczenia jakiejś książki o asztandze na polski, to wybór powinien paść na tę właśnie pozycję. A autorem popularnych schematów, które pochodzą z książki Miele, jest nikt inny niż John Scott, autor recenzowanej tu książki - możecie zajrzeć na 23 stronę i porównać przedstawiony tu schemat powitań słońca A z kultowymi kserówkami, popularnymi zresztą i poza Polską. Przejdźmy do trzeciego rozdziału.
Każdej pozycji poświęcone są w nim średnio dwie strony - jest nazwa pozycji po polsku (o ich nieprzystosowaniu do polskiego obyczaju pisałem wcześniej), jest transliterowana nazwa sanskrycka. W opisie pozycji jest wyjaśnienie nazwy i nieusystematyzowany komentarz, dalej obrazki z kolejnymi etapami wykonywania pozycji i omawiające dany etap komentarze pod tymi obrazkami. Osobno omówione są: "wyrzucanie nóg między ramionami" i "wyrzucanie nóg do tyłu", czyli skok z "psa z głową" w dół do siedzenia i z siedzenia do "kija", czyli tzw. jump back i jump through. Przy niektórych pozycjach wyróżnione zostały "wskazówki" oraz "ostrzeżenia". Wskazówki jak ćwiczyć, gdy nie wykonuje się danej pozycji lub przejścia pomiędzy pozycjami w docelowy sposób, tzn. jak ćwiczyć, żeby zbliżać się do celu. Ostrzeżenia, na co należy przy niektórych pozycjach uważać, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Wartość porad jest ze względu na jakość tłumaczenia często wątpliwa. Przy garbhapindasanie, czyli pozycji, w której zaplatamy lotos i przez ten lotos przeplatamy każdą z rąk między łydką a udem, przykładowo czytamy: "Jeśli potrzebujesz pomocy w osiągnięciu tej postawy, używając jednej nogi jako stabilizatora, twój partner ujmuje drugą pod dołem kolanowym. Dzięki temu masz wolne obie ręce i możesz przeciągnąć swoje ramię przez swoją nogę. Partner odwraca pozycje nóg, aby przeciągnąć twoje drugie ramię" (s. 104). Pomieszanie z poplątaniem. Z tekstu nic nie wynika. Tłumacz chyba nie chwycił, które części ciała należą w tej instrukcji do korygującego, które do korygowanego i o co w ogóle chodzi... Ciężko te zdania nawet sensownie rozplątać, a chodzi o to, że kiedy jedna osoba nie jest w stanie przepleść swych rąk przez lotos, druga siada przed nią i, używając nogi, stabilizuje lotos korygowanego i dwoma rękami ciągnie za rękę korygowanego, by przez tę wąską przecież szczelinę prześlizgnęło się całe przedramię. Ciężko jest opisywać takie rzeczy, dlatego zamieszcza się ilustracje, ale komentarz w książce nie przystaje do ilustracji.
Joga Ashtanga. Podstawy dynamicznej jogi krok po kroku. Jon Scott. Recenzja. Pawel Jarnicki
pomieszanie z poplątaniem na temat korekty przy garbhapindasanie
Wcześniej pisałem o braku jogicznych kompetencji tłumacza, ale uważna lektura skłania do bardziej pesymistycznych stwierdzeń. Na stronie 39 przykładowo pod ilustracją padangusztasany znajduje się komenda: "wykonaj skłon tułowiem". Jest to zrozumiałe, może skłonić jednak do zadania pytania o to doprecyzowujące "tułowiem" - czy można wykonać skłon inaczej? Nogą? Głową? Całym ciałem? Tu już nie chodzi o brak jogicznych kompetencji tłumacza, tu chodzi również o deficyt umiejętności posługiwania się językiem polskim.
Żeby zrozumieć, o co chodzi w krótkim tekście rozpoczynającym pleonastycznie zatytułowany trzeci rozdział ("Ćwiczenia praktyczne"), trzeba dużo wiedzieć i dużo się domyślać. Mówi się tu o dwu "metodach nauczania", z których pierwsza "jest metodą praktyki z nauczycielem, który wprowadza ćwiczenie, udziela informacji, obserwuje postęp ucznia i poprawia postawy". Druga to - i tu pojawia się cudzysłów - "tradycyjna metoda liczenia", "nadająca się dla adeptów, którzy już osiągnęli poziom umożliwiający im samodzielne wykonywanie całych cykli pierwotnych" (s. 34). O co chodzi? Prawdopodobnie o dwa sposoby prowadzenia zajęć - 1) zajęcia "w stylu Mysore", na których każdy ćwiczy samodzielnie i w swoim tempie i 2) zajęcia prowadzone, w czasie których nauczyciel "liczy". Te drugie nazywa się tak dlatego, że tradycyjnie na zajęciach prowadzonych nie udziela się komend w stylu: "zegnij kolano", "skręć stopę", gdyż zakładają one, że ćwiczący wiedzą już, jak wyglądają pozycje, a jak nie pamiętają, to naśladują pozostałych ćwiczących; w czasie takich zajęć nauczyciel podaje nazwy kolejnych pozycji i skupia się na liczeniu winjas, mówi, w którym momencie robi się wdech i wydech. Ale żeby z omawianego fragmentu książki to rozróżnienie (na zajęcia w stylu Mysore i tzw. prowadzone) wyczytać, trzeba to wcześniej wiedzieć. Czytając tę stronę powoli i uważnie odniosłem wrażenie analogiczne do tego, które mam, gdy czytam teksty, które wyrzuca z siebie google translator. Zadawszy sobie pytanie, co zrozumiałaby z tego tekstu osoba, która nie zna się na rzeczy, udzieliłem sobie odpowiedzi, że nic. Pomijając już kwestie, powiedzmy, stylistyczne, że nikt raczej nie mówi po polsku o "postawach" jogi (pozycjach), czy o "cyklach pierwotnych" (seriach), czy wreszcie to, że mało kto by powiedział o "indywidualnym, osobistym uprawianiu jogi" (s. 34); zdania w tej książce nie mają sensu. Lista błędów byłaby chyba tak długa, jak ta książka. Pomyśli ktoś, że się tu wyzłośliwiam i "czepiam". Owszem, ta książka budzi we mnie złość, ponieważ wartość funkcjonującego wydania ogranicza się do obrazków, stracona szansa - prawdopodobnie nikt już nie wyda tej książki po polsku w prawidłowym tłumaczeniu. I jest to najprawdopodobniej nieodwracalne. I jest mi szkoda.
 PS. "Zgięte kolano A" to Dzianusirszasana A, "Zwijanie się do tyłu" to Ciakrasana, a "najdalej w lewo" to punkt wpatrywania "w lewo".
W recenzji tej pominąłem dwa ważne zagadnienia, którym poświęcę w przyszłości odrębne teksty:
1) Kwestia transliteracji sanskryckich wyrażeń. Planuję napisać recenzje polskiego wydania Joga Mali Pattabhiego Joisa, oraz najnowszej wydanej w Polsce pozycji o asztandze Matthew Sweeneya. Uwagi do tych trzech wydań będą odpowiednim materiałem.
2) Kwestia tłumaczeń z sanskrytu, zwłaszcza mantr rozpoczynającej/otwierającej i kończącej/zamykającej oraz o zwyczaju śpiewania na zajęciach jogi na Zachodzie. Zaznaczę tu tylko, że w zrecenzowanej tu książce tłumaczenie tych mantr jest tłumaczeniem angielskiego tłumaczenia.
  Joga Ashtanga. Podstawy dynamicznej jogi krok po kroku. Jon Scott. Recenzja. Pawel JarnickiPaweł Jarnicki - nauczyciel asztanga winjasa jogi z Wrocławia. Założyciel szkoły pureyoga, prowadzi blog o jodze (jogowisko.blogspot.com).
Więcej na: pureyoga.pl
 
 
 
Opublikuj na:
Polecamy:    1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10
Chlebek domowy owsiano-jaglany

Wszystkich smakoszy zachęcamy dziś do wypieku chleba na bazie płatków owsianych i jaglanych, które w połączeniu z mieszanką różnych mąk stworzą unikalny efekt smakowy. Wybierając mąki warto zaopatrywać się w te z pełnego przemiału–zawierają najwięcej błonnika, witamin oraz mikro i makroelementów. Jak zabrać się do wypieku chleba krok po kroku?

Jeżyna - dla zdrowia i urody

Jeżyna to prawdziwa witaminowa bomba, której właściwości są wykorzystywane m.in. w leczeniu i profilaktyce nowotworów, problemach z krążeniem, odpornością i nadwagą. Dzięki zawartości antyoksydantów i błonnika jest naturalnym i smacznym bogactwem dla zdrowia. Z mocy tej pięknej choć kującej rośliny, możemy czerpać od sierpnia nawet do późnej jesieni. Soki i przetwory z jeżyn doskonale wzmocnią organizm w okresie jesienno-zimowym, są także pysznym dodatkiem do ciast, naleśników i deserów oraz jedną z ulubionych przekąsek niedźwiedzi :-)

Różne zawody jedna joga - rozmowa z Julią Kubicą

Praktyka jogi daje spokój i zadowolenie każdemu, bo jogę można praktykować niezależnie od wieku, wykształcenia, zawodu, doświadczenia. W kolejnej odsłonie naszego cyklu prezentujemy krótką rozmowę ze skrzypaczką i dyrektorką Gminnego Centrum Kultury i Ekologii w bieszczadzkiej Cisnej.

Nauka musi wypierać duchowość, mistykę, ezoterykę. Tomasz Szamsza

Czy do zrozumienia życia potrzeba tradycji, religii, ezoteryki, duchowości, generowania praktyk (w tym medytacji, zen, mistycznych odmian jogi)? Szczerze wątpię i patrzę krytycznie oraz ironicznie ;-) na takie zjawiska. Co więcej, widzę, że przywiązywanie się do nich bez racjonalnej krytyki, poddaniu testom naukowym jest szkodliwe społecznie, powoduje odrealnienie i zamknięcie na aktualne i realne problemy.

Zwyciężczyni konkursu „Moja przestrzeń do relaksu” Kama Poliwoda o sobie, jodze, fotografii.

Kama Poliwoda, zwyciężczyni konkursu "Moja przestrzeń do relaksu", opowiada o swojej pasji do jogi i realizacji pierwszej nagrody w konkursie – wakacjach z jogą na Mazurach.

Współczesne metody praktyki hatha jogi. Piotr Künstler

Podstawową wykładnią hatha-jogi jest Ośmiostopniowa Ścieżka zawarta w Jogasutrach Patańdżalego, natomiast podstawowym narzędziem hatha-jogi jest asana (pozycja jogiczna) i pranayama (kontrola oddechu). W wielu metodach stosuje się również inne techniki jak bandhy, kriye, mudry, mantry, i różne techniki medytacyjne. Jest tak duże zróżnicowanie metod praktyki hatha-jogi, że osobie poszukującej może być trudno się zorientować. Najbardziej znane techniki opisuje nauczyciel jogi, Piotr Künstler

Weekend Weganizmu 25–26.10.2014, Warszawa

Szanujesz zwierzęta? Wpadnij na Weekend Weganizmu 25–26.10.2014, który po raz kolejny organizuje Stowarzyszenie Empatia. Odpowiemy na dwa pytania: Dlaczego weganizm jest związany z szacunkiem wobec zwierząt i jak stosować wegańską dietę.

Asana tygodnia: Salamba Sirsasana – pełna regeneracja i odprężenie w staniu na głowie z podparciem.

Pozycje odwrócone są kluczowe w praktyce jogi i wymagają stabilności zarówno ciała jak i umysłu. Przeważnie wykonujemy je pod koniec sesji, kiedy jesteśmy rozgrzani i przygotowani na odwrócenie świata do góry nogami.

Produkt tygodnia: Mata do intensywnej praktyki SAMURAI Lady ULTRA LIGHT - 100 % naturalnego kauczuku.

Zastanawiasz się nad wyborem maty do jogi? Zależy Ci na komforcie ćwiczeń, jakości wykonania i poręcznym użytkowaniu?

Kalina koralowa – naturalny sposób na bóle miesiączkowe.

Viburnum opulus – to drzewo, którego kora, owoce, kwiaty i korzenie posiadają cenne właściwości, wykorzystywane w ziołolecznictwie od wieków.

  

Szukaj w portalu
 
Partnerzy portalu
bądź na bieżąco !

dodaj    usuń adres
  
Joga Portal - Pierwszy, ogólnopolski serwis joga-joga.pl - Kraków - Poznań - Wrocław - Trójmiasto - Lublin
Wakacje z joga, wakacyjne kursy jogi oraz wyjazdy organizowane przez szkoły Jogi z całej Polski. Wyszukiwarka szkół jogi: Kraków, Poznań, Wrocław, Trójmiasto, Lublin a także wiele innych miast z całej Polski. Pozycje jogi, joga na DVD, książki o jodze,joga-sklep, forum a także medytacja, ajurweda, kursy rozwoju oraz masaż tajski. Najnowsze wydarzenia, pytania oraz odpoweidzi, wywiady oraz joga w ciąży i joga dla dzieci - Indie i joga w Indiach a także abc jogi i wakacje z jogą podróżowanie po Azji