O Restorative Yoga dowiedziałam się z fantastycznego tekstu Bodzi Matulaniec: „Jedna siavasana każdego dnia może zmienić cały świat”, który zamieściła na portalu. Sama wiem, jak trudno mi znaleźć czas na relaks i jak bardzo jest mi potrzebny.
Nie udało mi się dotrzeć na warsztat w Krakowie, no to postanowiłam zaprosić Bodzię do Warszawy.
Warsztat Restorative Yoga odbył się 26 czerwca 2010 r w Biorelaxie na Żoliborzu. Serdeczne podziękowania składam Januszowi Dąbrowskiemu za udostępnienie miejsca i sprzętu.
Bodzia zaproponowała, aby warsztat był podzielony na dwie sesje: od godz. 10 do 12 i od godz. 14 do 16.
Część druga była kontynuacją pierwszej, dwie stanowiły zamkniętą całość, choć oczywiście, można było wybrać tylko jedną.
Połowa uczestników zdecydowała się na uczestniczenie w dwóch sesjach.
Prowadząca zebrała informacje o naszych oczekiwaniach i dotychczasowej praktyce. Okazało się, że kilkoro z nas o Restorative Yoga i Judith H. Lasater dowiedziało się od Jurka Jaguckiego, który na swoich warsztatach stosuje niektóre pozycje relaksacyjne i często cytuje sentencje z książki „A Year of Living Your Yoga“.
Książki Judith przywiozła również Bodzia, abyśmy mogli się z nimi zapoznać. Sentencja na 26 czerwca? Proszę bardzo - cytuję z pamięci – Jeśli nie czujesz się komfortowo we własnym ciele, to nigdzie nie będziesz czuł/czuła się dobrze.
Zaczynaliśmy od 20 minutowej medytacji, aby później ułożyć się w wygodnych, (jak bardzo!) pozycjach i się relaksować. Nic nie robić. Nie rozciągać się, nie pracować (ach, te nawyki iyengarowskie!). Być.Trudne, ale możliwe.
Osobiście byłam ciekawa, czy nie usnę. Bo zdarza mi się, przyznaję, na relaksach usypiać. Mimo tak wygodnego ułożenia (do niektórych pozycji potrzebne były 2 wałki, 4 koce, pasek, coś pod głowę) ani razu nie usnęłam. Natomiast naprawdę się zrelaksowałam!
Trochę ubolewałam nad tym, że nie byliśmy długo w poszczególnych asanach, ale rozumiem, że w innym przypadku nie poznalibyśmy tylu pozycji. A ułożyć ciało wygodnie można naprawdę na wiele sposobów.
Specjalnie na potrzeby warsztatu Bodzia przywiozła atlasowe przepaski na oczy wypełnione siemieniem lnianym i lawendą, które ochraniały nasze oczy przed promieniami słońca. Wg Judith Lasater układ nerwowy najbardziej reaguje na pobudzanie promieniami słonecznymi. Przepaski spełniły swoją role w 100 % a zapach lawendy wypełnił przestrzeń Biorelaxu.
Bodzia układała nas w pozycjach, dbała o wygodne ułożenie, reagowała na jakikolwiek dyskomfort uczestników.
Słowa, które najbardziej przychodzą mi na myśl, kiedy wspominam warsztat Restorative Yoga i Bodzię to czułość i troska.
Nie wiem, wg jakich kryteriów certyfikowani są nauczyciele Restorative Yoga (Bodzia jest pierwszą certyfikowaną w Polsce
Relax & Renew Rainer) ale myślę, że muszą mieć indywidualne predyspozycje: uważność, empatię, chęć pomocy no i właśnie troskliwość.
Justyna Moćko
justyna@joga-joga.pl
Zdjęcia Ewa Tkaczyk.
Poprosiłam uczestników o wrażenia i refleksje. Oto one:
Te 2 przedpołudniowe godziny to był cudny czas.
Janusz
Warsztat był mega relaksujący, co niezwykłe stan siavasany utrzymuje się w moim przypadku dwa dni, mimo, że już od kilku godzin jestem w pracy a temperament mam choleryczny ;-) Tak się zrelaksowałam, że z soboty na niedzielę spałam 11 godzin, co wcześniej z powodu stresu mi się nie udawało.
Zamierzam wykorzystywać pozycje restorative na koniec sesji zamiast klasycznej siavasany. Fajne jest to, że drobny zabieg np. podparcia nadgarstków (czy innych stawów) przynosi zdecydowanie większe odprężenie.
Najtrudniej jest robić nic, heart up-brain down, ciepło, rozluźnienie...to chyba motto zajęć z Bodzią, no i ten obłędny zapach lawendy w woreczkach ;-)
Hanka

Dostałam info o warsztacie Restorative Joga. Ponieważ jestem zainteresowana jogą w jej regenerującym obszarze - poszłam. Moje odczucia ? Jest to joga interesująca dla szeroko pojętych rekonwalescentów, fizycznych i psychicznych. Joga nie wymagająca żadnego wysiłku poza pracą konieczną do skomplikowanego i precyzyjnego ułożenia wielu pomocy, a potem ciała na tych pomocach. *
Prowadząca Bodzia ? - niezwykle miła, ciepła, empatyczna osoba.
Krystyna B.
* Dla osób zdrowych z chęcią do działania zajęcia w takim wymiarze miały wymiar raczej poznawczy, a nie regeneracyjny. Ponieważ poszłam z chęcią poznania metody - wyszłam w pełni usatysfakcjonowana.
Odkąd pamiętam uwielbiałam wszelkie techniki relaksacyjne. Odkąd zaczęłam uczęszczać na zajęcia jogi rozluźnienie ciała było dla mnie jednym z jej najważniejszych aspektów. A podczas zajęć z Bodzią przekonałam się, że Restorative Yoga powstała chyba specjalnie dla mnie :-) Polecam absolutnie wszystkim, szczególnie kobietom w ciąży, dla których prawdziwy odpoczynek jest szczególnie ważny podczas tego niesamowitego czasu oczekiwania..."
Ewa (aktualnie w 9-tym miesiącu ciąży)

Bodzię poznałam niedawno, kiedy to asystowała u Kasi Pilorz na warsztacie w Warszawie. Na przerwie chwile rozmawiałyśmy i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że zna nauczycielkę, która jest też jedna z moich ulubionych. Jest nią Judith Hanson Lasater. Mało tego-zna ją osobiście i u niej się szkoliła! I już wtedy wiedziałam, że Bodzia też stanie się jedną z moich ulubionych nauczycielek
Tak się składa, że jako początkująca instruktorka jogi, wciąż poszukuję swojej drogi. Szukam od dłuższego czasu odpowiedzi: czym jest dla mnie joga i jak jej uczyć. Praktykuję też buddyzm Zen. Spotykam nauczycieli medytacji i jogi, a jak mam to szczęście, to znajduję dwa w jednym (kimś takim jest dla mnie Jurek Jagucki, który zresztą „zaraził“ Bodzię Judith H. Lasater).
Tak więc bardzo mnie ucieszyło, że Bodzia przyjedzie do Warszawy i będę mogła uczestniczyć w jej warsztacie.
Spotkaliśmy się 26 czerwca. W skrócie: leżeliśmy przez 4 godziny w różnych asanach. Ale, jak sama Bodzia mówi: z jednej strony to wspaniała wiadomość - nic nie robienie, z drugiej, jest to bardzo trudne. Tak jak sama medytacja - nic nie robienie nie jest rozrywką, która nam się z tym stanem często kojarzy. Nie jest to znajdywanie wciąż nowych zabawek dla naszej głowy i tak naprawdę uciekanie przed tym, co jest. Nie jest też zasypianiem. Medytacja jest czymś dokładnie odwrotnym.
Kiedy zaczęłam praktykę medytacji, jednym z moich pierwszych odkryć, było to, że właściwie nie żyję! Że ciągle jestem gdzie indziej niż tutaj i teraz. A czyż jest coś poza TYM? Słyszymy te słowa bardzo często, ba, nawet wielu z nas je powtarza i uczy „bycia“ innych. Ale czy nie mając samemu regularnej praktyki, potrafimy tego uczyć? I czym joga różni się od medytacji? Czy jest odzielona od niej? Praktykę asan zaczynaliśmy od siedzącej medytacji. Później Bodzia pokazała nam kilka „restorative asanas“ (nie wiem jak to przetłumaczyć) i trwaliśmy w każdej z nich po około 10 minut.
Po tych kilku godzinach, jak po dłuższej medytacji, czułam się lżejsza, jakby coś odpuszczało. Świat stał się wyraźniejszy. Ale też poczułam, że jestem chora, że potrzebuję się zatrzymać, że byłam dla siebie niedobra katując się toksycznymi myślami, które powodowały stres, który to przyczynił się do przeziębienia…
To oczywiście moje odczucia, każdy ma inaczej i też za każdym razem jest inaczej. Zdarza się, że czujemy się „gorzej“, ciężej, „niefajnie“… I wtedy rodzi się pytanie: Co zrobiłam/zrobiłem nie tak? Chyba coś „niezadziałało“ w tym „relaksie“?!
Jak trudno nam jest zaakceptować to, co jest!
Jak często NIE WIEMY tak naprawdę jak się czujemy, bo jesteśmy tak od siebie oddzieleni. Po tych chwilach tylko i wyłącznie ze sobą, w końcu możemy się spotkać z taką/takim, jakim jesteśmy naprawdę.
A czy jest to miłe czy niemiłe doświadczenie… cóż bywa tak i tak… I tylko tyle, nic więcej. Bez oceny, analizowania, podejmowania jakichkolwiek działań. Czy to jest łatwe? Nie!
Podobno Judith Lasater powiedziała, że jedna Savasana dziennie mogłaby zbawić cały świat. Coś w tym jest. Bo czyż nie jest uzdrawiającym bycie dla siebie dobrym? Dawanie sobie przestrzeni, tych kilku minut dziennie tylko dla siebie? To banał, że możemy dać innym tylko tyle, ile dajemy sobie samemu. Ale jakże prawdziwy!
Przekonują mnie też słowa Bodzi, że odkąd codziennie leży w relaksie, jej praktyka jogi bardzo się poprawiła. Wiem po sobie, że kiedy jestem do czegoś zmuszana, lub też czuję najmniejszy nacisk ze strony nauczyciela (ale często też samej siebie!), moje ciało się buntuje i odmawia współpracy. Trochę przypomina mi to traumę szkolną, którą tak naprawdę ma każdy z nas gdzieś tam głęboko zakodowaną.
Wierzę, że każdy jest unikalny, jedyny w swoim rodzaju i doskonały. Jeśli nie pokochamy siebie takimi, jacy jesteśmy i nie będziemy iść przez życie w zgodzie ze swoją naturą, nasze ciała w końcu się zbuntują.
Pewnie dlatego tak bardzo jest mi bliska praktyka Loving Kindness - Miłującej Dobroci, którą w tym warsztacie też wyczułam. Dlatego też nie zdziwiło mnie, gdy Bodzia mi powiedziała, że Judith praktykuję także medytację. Już teraz rozumiem dlaczego z jej książką „A Year of Living Your Yoga“ nie rozstaję się ani na chwilę. Codziennie na zajęciach jogi, które prowadzę, czytam moim joginom sentencję na dany dzień.
Dziś jest 29 czerwca. Judith pisze: „Nauczyłam się kochać ludzi pomimo ich samych".
Nie każdy żyje tak, jakbyśmy tego chcieli. Ten oczywisty fakt może stać nam na drodze do kochania ich. Dzisiaj obserwuj tych których kochasz i zobacz ich niedoskonałości, które powodują, że są tymi szczególnymi ludźmi, których kochasz. Powiedz do siebie taką mantrę: Kocham cię pomimo ciebie; kocham siebie pomimo siebie, i uśmiechnij się.“
Maga Korbel